a

a

czwartek, 16 wrze艣nia 2021

Ludzie i parapety

 W艂a艣nie trwa licytacja na rzecz choszcze艅skiego schroniska i przy tej okazji nasz艂a mnie refleksja, kt贸r膮 musz臋 (bo si臋 udusz臋) si臋 z Wami podzieli膰. Aukcja idzie 艣wietnie! Spodziewa艂am si臋 jakich艣 pi臋ciu dyszek, za kt贸re by艂abym wdzi臋czna, bo to ju偶 kilka puszek karmy, a tu prosz臋…!

Ostatnio us艂ysza艂am histori臋 z 偶ycia wzi臋t膮, i niczym o betonowy mur, rozbi艂a si臋 moja naiwna wiara w ludzko艣膰. M艂ody ch艂opak straci艂 prac臋 i wyjecha艂 za chlebem za granic臋. Znalaz艂 zatrudnienie u Polaka, prawie s膮siada z miasteczka tu偶 obok, kt贸ry kilka lat temu wyjecha艂 do jednego z nadba艂tyckich kraj贸w. Facet za艂o偶y艂 firm臋 i z prostego robotnika zmieni艂 si臋 w szefu艅cia pe艂n膮 g臋b膮. No i dobrze. Wzi膮艂 pewnie byka za rogi, nie by艂o mu 艂atwo, natyra艂 si臋 i tym podobne. Tyle, 偶e gdy ju偶 si臋 dorobi艂, z fajnego znajomego zmieni艂 si臋 w kawa艂 krwio偶erczego kapitalisty. Oszukiwa艂, okrada艂, wyzyskiwa艂… A wszystko z pewno艣ci膮 bezkarno艣ci, bo przecie偶 pracownicy niedo艣wiadczeni, bez znajomo艣ci j臋zyka ani przys艂uguj膮cym im praw. Suma summarum, rozgoryczony ch艂opak wr贸ci艂 do domu, a na jego miejsce pojecha艂 kolejny ledwo opierzony kogut, gotowy do oskubania. Kto艣 mo偶e powie: szko艂a 偶ycia, co nas nie zabije… Pewnie i tak. Ale czy naprawd臋 偶yczymy takich do艣wiadcze艅 naszym dzieciom i wnukom? I tak sobie my艣l臋, sk膮d bior膮 si臋 tacy ludzie? Biznes biznesem, lecz czy wraz z grubo艣ci膮 portfela zawsze maleje morale? St膮d m贸j apel, do wszystkich m艂odych, szukaj膮cych pracy za granic膮. Sprawd藕cie swego pracodawc臋. Upewnijcie si臋, 偶e nie jest to cz艂owiek typu „ dam, albo nie dam”. Zaoszcz臋d藕cie sobie rozczarowa艅 i nerw贸w.

 Akcja w schronisku wr贸ci艂a mi wiar臋. To wspaniale, 偶e s膮 ludzie, kt贸rzy my艣l膮 nie tylko o sobie. 呕e kupuj膮 ksi膮偶k臋 za kilkakrotno艣膰 jej warto艣ci, cho膰 za tydzie艅 b臋d膮 mogli wypo偶yczy膰 j膮 w bibliotece za darmo, lub kupi膰 w ksi臋garni za cen臋 rynkow膮. Ale tu przecie偶 wcale nie chodzi o zakup rzeczy materialnej, tylko o ch臋膰 pomocy. O ch臋膰 zafundowania jakiemu艣 czworono偶nemu biedakowi miski jedzenia, lub koca, kt贸ry ogrzeje go podczas coraz zimniejszych jesiennych nocy. I dzi臋kuj臋 ka偶demu, komu chcia艂o si臋 wej艣膰 na stron臋 i klikn膮膰 w post. By膰 mo偶e kto艣 przejrzy zdj臋cia ps贸w i kot贸w, zakocha si臋 w jakiej艣 s艂odkiej mordce i kolejny bezdomniak trafi na swojego cz艂owieka.

I pozostaje mi tylko mie膰 nadziej臋, 偶e tych „dobrych” jest jednak wi臋cej…

wtorek, 1 czerwca 2021

Pisze si臋...

 Jak ja lubi臋 spokojne popo艂udnia! Gdy nie ma zaplanowanej roboty, a 偶adna niezaplanowana nie wyskakuje z k膮t贸w niczym filip z konopi. Gdy pogoda jest w sam raz, nie za ciep艂o, nie za zimno, 偶aden s膮siad nie warczy kosiark膮 a z pobliskiego zak艂adu nie dobiegaj膮 denerwuj膮ce odg艂osy spawania, ci臋cia i ha艂a艣liwego rzucania z艂omem do celu. Siadam sobie wtedy na tarasie w wygodnym, rattanowym krze艣le, na stoliku stawiam dzbanek wype艂niony wod膮 z mi臋t膮, og贸rkiem i cytryn膮, na kolanach k艂ad臋 laptop i bior臋 si臋 za pisanie. Ju偶 po kilku chwilach przenosz臋 si臋 w 艣wiat wykreowany w mojej w艂asnej g艂owie i zamieniam w bohaterk臋 kolejnej powie艣ci. No wi臋c… kanapk臋 z og贸rkiem, tak, niech sobie zje na 艣niadanie kanapk臋 z og贸rkiem… Hm, a ciekawe jak moje og贸rki? Zimne noce i poranki nie sprzyjaj膮 im za bardzo. Co prawda wykie艂kowa艂o kilka marnych sztuk, z po偶贸艂k艂ymi listkami i og贸lnie rzecz bior膮c nie rokuj膮cych dobrze. Trzeba b臋dzie dokupi膰 sadzonek i dosadzi膰. Dobra, wracamy… Po 艣niadaniu jaki艣 spacerek. Mo偶e do ogrody botanicznego? Akurat kwitn膮 rododendrony… W moim przydomowym ogrodzie kwitn膮 r贸wnie偶. Mam dwa pi臋kne egzemplarze, r贸偶owy i fioletowy. Okaza艂e kwiaty wida膰 ju偶 z daleka. Ciesz膮 oko i napawaj膮 ogrodnicz膮 dum膮. Kurcz臋, dawno nie dosta艂y od偶ywki, trzeba je podla膰, niech kwitn膮 jak najd艂u偶ej. No, a przy okazji przyda艂oby si臋 zasili膰 bor贸wki. Ich kwiaty nie s膮 tak okaza艂e, lecz ilo艣膰 drobnych, bia艂ych dzwoneczk贸w sugeruje niez艂e zbiory za kilka miesi臋cy. No i pomidory… Po godzinie udaje mi si臋 zasi膮艣膰 z powrotem do lapka. Co to ja mia艂am…? A, do ogrodu botanicznego. Jaki艣 zabawny motyw. Mo偶e si臋 wyr偶nie? O!, albo ptak j膮 osra? Tak na szcz臋艣cie… Mnie zdarzy艂o si臋 to wczoraj i w sumie nie by艂o zbyt zabawne…  Niezbyt zabawny by艂 te偶 komentarz rozweselonego tym zdarzeniem Ch艂opa o nielataj膮cych na szcz臋艣cie krowach…  A propo ptak贸w… Zerkn臋艂am na dach kanciapy. Parka mazurk贸w zrobi艂a sobie gniazdko w g膮siorze. Nie wiem doprawdy, jakim cudem wciskaj膮 si臋 do 艣rodka przez mikroskopijn膮 szpark臋, ale jako艣 sobie radz膮. Co kilka chwil z dziobem pe艂nym owad贸w przylatuj膮 do czekaj膮cych cierpliwie piskl膮t. Nawet gdybym nie wypatrzy艂a kiedy skrzydlaty rodzic wraca do gniazda, nie da艂oby si臋 nie us艂ysze膰 dono艣nego pisku g艂odnych maluch贸w. Z g膮siora dobiega w贸wczas odg艂os podobny do dzwonienia srebrnych, drobnych dzwoneczk贸w. Po kilkuminutowej obserwacji uwijaj膮cych si臋 ptak贸w moja g艂owa automatycznie obr贸ci艂a si臋 w stron臋 kolejnego gniazda. Mazurki wybra艂y bezpieczne miejsce na dom, w odr贸偶nieniu od parki niezbyt m膮drych kopciuszk贸w, kt贸re uwi艂y gniazdo pod dachem altanki, tu偶 nad legowiskiem kot贸w. 

One r贸wnie偶 uwijaj膮 si臋 jak w ukropie, 艂owi膮c i przynosz膮c ma艂ym 偶ar艂oczkom smakowite muchy i inne lataj膮ce przysmaki. Na chwil臋 przysiadaj膮 na rosn膮cej obok starej 艣liwie, lub na pa艂膮ku od hamaka, rozgl膮daj膮 si臋 dooko艂a popiskuj膮c niczym zardzewia艂e drzwi i pikuj膮 pod dach altanki, sk膮d po chwili rozlega si臋 perliste 膰wierkanie ma艂ych kopciuszk贸w. Dobra. No wi臋c idzie do tego ogrodu i…? Zanim wymy艣li艂am co dalej wr贸ci艂y z eskapady koty. Jeszcze ich nie wida膰, lecz kopciuszek zaczyna wydawa膰 odg艂osy jakby kto艣 ma艂ym m艂oteczkiem wbija艂 gwo藕dzie w drewnian膮 desk臋. To nieomylny znak, 偶e nadci膮ga niebezpiecze艅stwo. I owszem. Po kilku sekundach przez pr臋ty ogrodzenia przecisn膮艂 si臋 Kaszotto. Zerkn膮艂 na zdenerwowanego kopciuszka, lecz leniwy kocur jest ponad to. Po co wysila膰 si臋 dla takiej odrobiny upierzonego mi臋ska, skoro w misce za chwil臋 pojawi si臋 gotowe danie? Co innego Kaszanka. Nie raz i nie dwa z obaw膮 przygl膮da艂am si臋, jak czai si臋  w trawie czyhaj膮c na b艂膮d skrzydlatego posi艂ku. Na widok Kaszanki kopciuszki rozkrzycza艂y si臋 na dobre. Kl膮skaj膮c i stukaj膮c, b艂yskaj膮c rudym niczym u wiewi贸rki ogonkiem wymy艣la艂y jej od najgorszych. Kocica jednak nie mia艂a czasu na k艂贸tnie z ptakami. Z dum膮 wesz艂a na taras, z艂o偶y艂a pod moimi stopami zdobycz w postaci ma艂ej ryj贸wki, zasiad艂a obok Kasza i z poczuciem dobrze wype艂nionego obowi膮zku zaj臋艂a si臋 toalet臋. Wzi臋艂am ryj贸wk臋 i wyrzuci艂am za p艂ot. Chyba mia艂am j膮 skonsumowa膰, lecz jako艣 nie wygl膮da艂a zbyt apetycznie. Z pewno艣ci膮 jednak nie pogardz膮 ma艂ym truche艂kiem sroki, kt贸re skrzecz膮c i pokrzykuj膮c, niczym bia艂o-czarne b艂yskawice co chwila przecinaj膮 niebo. One te偶 maj膮 m艂ode. Od kilku ju偶 lat maj膮 gniazdo na wielkim g艂ogu rosn膮cym tu偶 przy p艂ocie. Kiedy艣 nawet ratowa艂am ma艂ego, sroczego nielota przed 艣mierci膮 w kocich z臋bach. Opr贸cz myszy i nornic sroki nie gardz膮 te偶 koci膮 karm膮. Na w艂asne oczy widzia艂am, jak kr臋c膮c g艂ow膮 na wszystkie strony jedna z nich podkrada艂a z kociej miski pozostawione k膮ski, podczas gdy jej partner, lub partnerka siedzia艂a na czujce. Dobra… idzie wi臋c do tego ogrodu… Zniecierpliwiony Kaszo wskoczy艂 na klawiatur臋 laptopa i z wyrzutem spojrza艂 mi w oczy. Jezu! No dobra, id臋, id臋… Wypi艂am resztk臋 wody, zapisa艂am plik, zamkn臋艂am komputer i pop臋dzana miauczeniem wesz艂am do domu. Kaszo i Kaszanka zgodnie usiad艂y pod lod贸wk膮. No i jak tu pracowa膰? Jak pisa膰, skoro wszyscy woko艂o przeszkadzaj膮? Skoro dooko艂a dzieje si臋 tyle pasjonuj膮cych historii?

S艂o艅ce zasz艂o nie wiadomo kiedy. Mazurki i kopciuszki odpoczywa艂y w swoich gniazdkach, najedzone koty zaleg艂y na poduszkach, mo偶e teraz? Odpali艂am lapka. No wi臋c… idzie do tego ogrodu…

- Mariolka! Mo偶e jak膮艣 kolacj臋 by艣my zjedli?

Matko z c贸rk膮!

艣roda, 19 maja 2021

Inspiracja

 

Ka偶dego inspiruje co艣 innego. Lub kto艣 inny. Czasem jest to jaki艣 zapieraj膮cy dech w piersiach widok, wo艅 przynosz膮ca wspomnienie pi臋knego dnia z przesz艂o艣ci, czasem przeczytany wiersz, lub poruszaj膮ca proza.

Korzystaj膮c z pi臋knej pogody i niezbyt absorbuj膮cego dnia w pracy wyruszy艂am moim wiernym rowerem na polne dr贸偶ki w poszukiwaniu inspiracji. Przy okazji zaplanowa艂am zbiory majowej pokrzywy, m艂odych li艣ci czarnej porzeczki i dzikich je偶yn, kwiat贸w kasztanowca i innego dobra, kt贸re wpadnie mi w oczy i r臋ce. Ciep艂y wietrzyk przyozdobi艂 b艂臋kitne niebo kosmatymi ob艂oczkami, kt贸re pod艣wietlone na brzegach promieniami s艂o艅ca wygl膮da艂y jak pucharki 艣mietankowych lod贸w. Hm… fluorescencyjne lody? Kurcz臋, to nie brzmi apetycznie… Dobra, niewa偶ne. Jecha艂am sobie niespiesznie zachwycaj膮c si臋 roztaczaj膮cymi si臋 po obu stronach 艣cie偶ki widokami i ostro偶nie omija艂am ka艂u偶e pozosta艂e po wczorajszym deszczu. Wbrew pozorom nie by艂a to wcale taka prosta sprawa. Dooko艂a brunatnozielonych jeziorek kwit艂o 偶ycie towarzyskie. Jeden z rozgrzanych kamieni okupowa艂a szarozielona, nakrapiana drobnymi plamkami jaszczurka zwinka. Roz艂o偶y艂a szeroko uzbrojone w d艂ugie pazurki 艂apki, a d艂ugi, zgrabny ogon drga艂 nerwowo na m贸j widok. Wygl膮da艂a jak miniaturowy krokodyl, czekaj膮cy cierpliwie na jakiego艣 nieuwa偶nego p艂ywaka. Hm… na wszelki wypadek szybko si臋 odsun臋艂am. Na brzegu relaksowa艂y si臋 ca艂e stada winniczk贸w. Ich r贸偶nokolorowe muszle po艂yskiwa艂y w blasku s艂o艅ca niczym drogocenne kamienie. Soczystoczerwone rubiny poznaczone prawoskr臋tnymi spiralami, jadeitowe paciorki z drobnymi, ciemnymi piegami, butelkowozielone szmaragdy z idealnymi, jakby wyrysowanymi cyrklem okr臋gami… Niekt贸re z nich wysun臋艂y swe zako艅czone wypuk艂ymi ga艂kami ocznymi r贸偶ki i mia艂am dziwne wra偶enie, 偶e patrz膮 na mnie jak na czubka. Kilka centymetr贸w dalej pomrowy i 艣liniki wygrzewa艂y swe g膮bczaste, t艂uste brzuchy. Jezu… fuj! Nad ka艂u偶ami unosi艂y si臋 ca艂e stadka komar贸w. Kr膮偶y艂y nad ciemnym lustrem wody wykonuj膮c niezwykle skomplikowany taniec, z艂o偶ony z wiruj膮cych piruet贸w, delikatnych uniesie艅 i  nag艂ych zwrot贸w kierunku. Jeden z male艅kich tancerzy, wygrywaj膮c przezroczystymi skrzyde艂kami odwieczn膮 ari臋 swego gatunku przysiad艂 na mojej d艂oni w poszukiwaniu chwili odpoczynku i odrobiny strawy. Bezduszne klapni臋cie sprawi艂o, 偶e jego pie艣艅 urwa艂a si臋 gwa艂townie.

Dobra, mo偶e ju偶 wystarczy…

W me d艂onie wpad艂a cudowna, magiczna ksi膮偶ka – „Moja rodzina i inne zwierz臋ta” Geralda Durrella. Wed艂ug opinii czytelnik贸w doskona艂a na do艂a, depresj臋 i zniech臋cenie. Przeczyta艂am j膮 jednym tchem. Po偶ar艂am! Autor niesamowicie poetycko, lecz r贸wnocze艣nie bezpretensjonalnie i z humorem opisuje przyrod臋. Mi艂o艣膰 i pasj臋 do fauny i flory. Do najmniejszego, cho膰by najpaskudniejszego przedstawiciela 艣wiata, kt贸ry nas wszystkich otacza. Postanowi艂am napisa膰 tak samo jak On.

C贸偶, czytelnicy mieli racj臋. Ta powie艣膰 jest idealna na do艂a, depresj臋 i zniech臋cenie. Po lekturze powy偶szego tekstu z艂apa艂am i do艂a, i depresj臋, i zniech臋cenie…  


 

niedziela, 11 kwietnia 2021

Nie wszystko z艂oto, co si臋 艣wieci

 Pierwsza jask贸艂ka wiosny nie czyni, ba, pszczo艂a te偶 jeszcze nie, lecz powietrze ju偶 pachnie wiosn膮.

Przynajmniej w te, jeszcze nieliczne, ciep艂e, s艂oneczne dni. W ogr贸dku zacz臋艂y wschodzi膰 rzodkiewki i szpinak, cebula wyhodowa艂a sobie na g艂owie zielon膮 czupryn臋 a ziemniaki w piwnicy w te p臋dy zacz臋艂y puszcza膰 p臋dy. Wci膮偶 trzeba posi艂kowa膰 si臋 sokami i kompotami, lecz pojawi艂y si臋 ju偶 pierwsze zio艂a. Mo偶na powoli 偶egna膰 si臋 z zesz艂orocznym suszem i cieszy膰 si臋 nowymi skarbami Matki Natury. A wszystko jurne, j臋drne, pr臋偶ne jak… no, jak szczypiorek na wiosn臋. Ju偶 suszy si臋 pierwsza porcja forsycji i cudownie pachn膮cego fio艂ka wonnego. 

Jasnota purpurowa 艣cieli si臋 pod stopami i namawia: zerwij mnie, zjedz mnie w sa艂atce, wypij w naparze, szczeg贸lnie je艣li naparza ci臋 g艂owa! No to rw臋. Z czyst膮 rozkosz膮 robi臋 herbatki z m艂odziutkiej pokrzywy i toniki do twarzy z fio艂k贸w i ogrodowych bratk贸w. Po wymieszaniu z octem jab艂kowym toniki maj膮 cudny, g艂臋boki kolorek.

Pi臋kna pogoda sk艂ania do opuszczenia czterech 艣cian, wyj艣cia na 艣wie偶e powietrze, s艂uchania ptasich treli  i delektowania si臋 napitkiem na tarasie. Tak te偶 by艂o i dzisiejszego dnia. S艂oneczko przygrzewa艂o na tyle energicznie, 偶e wraz z przyby艂膮 w go艣cin臋 mam膮 rozwali艂y艣my si臋 wygodnie na le偶aczkach, wystawi艂y艣my twarze do s艂o艅ca i cieszy艂y艣my si臋 chwil膮. Gor膮c膮 kaw臋 postanowi艂y艣my zamieni膰 na jaki艣 wiosenny, orze藕wiaj膮cy nap贸j. W zwi膮zku z tym, 偶e mama niezbyt gustuje w zio艂ach, uszykowa艂am jej wody z sokiem malinowym, dzie艅 wcze艣niej przyniesionym z piwnicy. Nala艂am szczodrze, do ostatniej kropli- a niech se kobita ma! Siedzimy, gadamy, delektujemy si臋 napitkiem… No, ja si臋 delektowa艂am, bo mama wypi艂a kilka 艂yk贸w, skrzywi艂a si臋 z lekkim niesmakiem i odstawi艂a szklank臋 na stolik. Przesz艂o mi przez my艣l, 偶e mo偶e sok sfermentowa艂? Ale raczej nie, przecie偶 pi艂am go z rana - by艂 pyszny i pachn膮cy. No trudno, my艣l臋 sobie, nie to nie! W ko艅cu ka偶dy ma inny gust… By艂o super. Pogada艂y艣my, po艣mia艂y艣my si臋, posz艂y艣my na ma艂y spacerek… No i oczywi艣cie, jak to po mi艂ym dniu, wiecz贸r musia艂 by膰 z jak膮艣 akcj膮. Po wieczornych ablucjach szukam mojego wczoraj zrobionego toniku do twarzy. Nie ma! Na kuchennym stole, w 艂azience, na toaletce… Nie ma, jasna cholera! Ju偶 mia艂am zrobi膰 awantur臋 Ch艂opu, bo jak co艣 ginie, to zazwyczaj jest to jego sprawka, gdy nagle odnalaz艂am s艂oiczek w lod贸wce. No prawda! Klepn臋艂am si臋 w czo艂o, przecie偶 sama go tam, durna, wstawi艂am! Namoczy艂am wacik… Kurde! Zapachnia艂o malinami…

Zadzwoni艂am z przeprosinami do mamy i obie dobr膮 chwil臋 rycza艂y艣my ze 艣miechu. Ju偶 pos膮dza艂a mnie o kompletne beztalencie w szykowaniu owocowych przetwor贸w. Ca艂e szcz臋艣cie, 偶e w toniku, kt贸rym j膮 uraczy艂am by艂y tylko jadalne kwiatki, pokrzywa i ocet. W sumie, nawet na zdrowie jej to wyjdzie 馃槈

Jezu, przy kolejnej wizycie, b臋d臋 musia艂a dobrze pochowa膰 wszelkie swoje naturalne, kosmetyczne "wynalazki”. A bo to ja wiem, co wypije mi mama nast臋pnym razem…?

niedziela, 20 grudnia 2020

Przed艣wi膮teczny czas

 Bo偶e Narodzenie czai si臋 za drzwiami. W艂a艣ciwie stoi ju偶 w progu i tylko czeka kiedy sko艅cz臋 przygotowania, aby z rozmachem wej艣膰 do 艣rodka. No, w takim razie jeszcze troch臋 poczeka… 

Te 艣wi臋ta b臋d膮 dziwne, podobnie jak dziwny by艂 ca艂y mijaj膮cy rok. Bez rodziny, znajomych i przyjaci贸艂, tylko w najbli偶szym gronie. Pasterk臋 mo偶na ewentualnie w tv obejrze膰, a op艂atkiem podzieli膰 si臋 jedynie z w艂asnym ego. I co z Miko艂ajem? 艢nie偶ynka, elfy i renifery to ju偶 t艂um przekraczaj膮cy narzucone przez rz膮d normy. Ca艂e cho膰 szcz臋艣cie, 偶e godzina policyjna obowi膮zuje jedynie w noc sylwestrow膮, bo jakby hojny 艣wi臋ty w czasie roboty zainkasowa艂 mandacik, to by艂by ju偶 ewidentny skandal.

Siedz臋 sobie z kotem na kolanach, popijam kaw臋 z imbirem i go藕dzikami, obserwuj臋 akrobacje sikorek dziobi膮cych zapami臋tale kawa艂 s艂oniny i planuj臋 robot臋. Okna troch臋 brudne, ale co艣 tam jeszcze wida膰. Wytr臋 tylko 艣lady kocich 艂ap z parapetu i b臋dzie dobrze. Ka偶dego roku stara艂am si臋 jako艣 przyozdobi膰 podw贸rko i dom, lecz skoro go艣ci nie b臋dzie i nikt nie zachwyci si臋 migaj膮cymi lampkami, to wcisn臋 tylko w doniczki kilka 艣wierkowych ga艂膮zek, ciachn臋 sekatorem r贸偶臋 ustrojon膮 czerwonymi owocami i sprawa b臋dzie za艂atwiona. 

Jedzenie. Moja mama robi wspania艂y barszcz, lecz cho膰 odziedziczy艂am po niej wiele cn贸t (no wiecie, skromno艣膰, gospodarno艣膰, pracowito艣膰 itd.), to jednak barszcz najlepiej wychodzi mi z torebki. 呕eby nie by艂o ju偶 tak ca艂kiem na leniucha, dodam wody z moczenia grzyb贸w, z膮bek czosnku, wrzuc臋 jakiego艣 li艣cia i b臋dzie prawie jak domowy. M艂ody nie lubi karpia, a starszy nie lubi 艣ledzi, wi臋c ryby mam z g艂owy. Zamro偶one niegdy艣 pierogi teraz b臋d膮 jak znalaz艂. W piwnicy czeka na konsumpcj臋 s艂oik bigosu. Sa艂atk臋 machnie si臋 raz, raz. Mro偶onka z pokrojon膮 marchwi膮, puszka groszku, druga z kukurydz膮. Do krojenia ziemniak贸w zagoni臋 Ch艂opa. A co, niech te偶 si臋 troch臋 udzieli! M艂odego wy艣l臋 do piwnicy po og贸rki, to przy okazji przyniesie i bigos. 

Choinka. Koniecznie 偶ywa, pachn膮ca i do samego sufitu. Uwielbiam ubieranie 艣wi膮tecznego drzewka. Wyci膮gam z szaf pud艂a z kolorowymi bombkami, 艂a艅cuchami i sznurami 艣wiate艂ek. Przymierzam, przewieszam, oplatam, w tle lec膮 艣wi膮teczne przeboje a ja czuj臋 si臋 jak dziecko. No tak. Wszystko super pi臋knie, lecz za jaki艣 miesi膮c, gdy opadaj膮ce ig艂y zaczn膮 za艣mieca膰 pod艂og臋 trzeba j膮 b臋dzie rozebra膰, a tej czynno艣ci szczerze nie cierpi臋! M贸j wzrok zahaczy艂 o olbrzymi s艂oik upieczonych w przyp艂ywie veny piernik贸w.


Tak! W tym roku zrobi臋 choink臋 samorozbieraln膮. Pierniki, ciasteczka, cukierki, 艂a艅cuch z fistaszk贸w. Zanim choinka zacznie gubi膰 ig艂y, na ga艂膮zkach opr贸cz nich nic ju偶 nie zostanie. Kurcz臋, oby zosta艂o troch臋 smakowitych ozd贸b cho膰 do 艣wi膮t… A, co tam! Taka zielona i pachn膮ca nawet bez zdobniczych motyw贸w jest nastrojowa i cudna.

To b臋d膮 dziwne 艣wi臋ta, lecz mo偶e wcale nie gorsze? Bez spinania si臋 i po艣piechu. Bez gonitwy po marketach, 艂amania g艂owy nad wyborem dziesi膮tek prezent贸w, szykowania galowych stroj贸w i obawy czy wszystko si臋 uda. Cho膰 lubi臋 typowy, przed艣wi膮teczny galimatias, pasuje mi r贸wnie偶 bezstresowe podej艣cie, na kt贸re mog臋 sobie pozwoli膰 w tym dziwnym roku. Czasami trzeba odpu艣ci膰. Zamiast dwunastu da艅 uszykowa膰 trzy ulubione, usi膮艣膰 do sto艂u w pi偶amie, ola膰 wiadomo艣ci i w艂膮czy膰 rodzinny film i po prostu cieszy膰 si臋 chwil膮.

Sko艅czy艂am kaw臋, odstawi艂am kubek i wzi臋艂am do r臋ki g膮bk臋. Hm… w sumie te odbicia kocich 艂apek a偶 tak mi nie przeszkadzaj膮. Zreszt膮, za godzin臋 parapet b臋dzie wygl膮da艂 dok艂adnie tak samo.


U艣miechn臋艂am si臋 do kota, wypu艣ci艂am go na dw贸r i wstawi艂am wod臋 na herbat臋. 

C贸偶, wygl膮da na to, 偶e jestem ju偶 wyrobiona 馃槈

poniedzia艂ek, 30 listopada 2020

My艣lenie nie boli

 Ma艂e zawsze jest s艂odkie. Niewa偶ne na ilu nogach si臋 porusza, jaka pow艂oka otacza jego cia艂o i jakim sposobem usi艂uje si臋 porozumie膰. Czy to malutki psiak, papu偶ka, 偶贸艂w, rybka, chomik, czy jeszcze inne stworzenie bo偶e. 

I to szcz臋艣cie w oczach dziecka… Ciep艂o w sercu, gdy patrzymy jak wyci膮ga spod choinki podskakuj膮cy pakunek, przytula nowego cz艂onka rodziny, ca艂uje, g艂aska, pod malutki nosek podsuwa smako艂yki i rzuca nam si臋 na szyj臋 m贸wi膮c, 偶e kocha najbardziej na 艣wiecie i 偶e jeste艣my najlepszymi rodzicami pod s艂o艅cem. Wszystkie pieni膮dze 艣wiata nie s膮 wtedy wa偶ne. Taa…

Rok p贸藕niej zape艂niaj膮 si臋 schroniska. Podro艣ni臋te szczeniaki p艂acz膮 za kratami boks贸w, nie rozumiej膮c dlaczego ciep艂y k膮t nagle zmieni艂 si臋 w zimny, betonowy schron. Wyrzucone na ulice koty gin膮 pod ko艂ami aut. Cia艂ka zadziobanych papu偶ek i kanark贸w walaj膮 si臋 pod drzewami, a s艂odkie wodne 偶贸艂wiki staj膮 si臋 karm膮 dla szczupak贸w. Taa…

Wszyscy wiemy, 偶e 偶ywe stworzenie nie jest zabawk膮. 呕e maluch podro艣nie, b臋dzie robi艂 kup臋 i niszczy艂 kapcie. B臋dzie wymaga艂 zainteresowania i po艣wi臋cenia odrobiny czasu. 呕e trzeba czy艣ci膰 akwarium, wymienia膰 trociny, my膰 kuwet臋, odwiedza膰 weterynarza…

Wiemy, lecz co z tego wynika? W ka偶de 艢wi臋ta Bo偶ego Narodzenia pod choink臋 trafiaj膮 偶ywe zwierz臋ta, kt贸re niestety zbyt cz臋sto marnie ko艅cz膮. A przecie偶 s膮 inne formy uszcz臋艣liwienia dzieci ma艂ym zwierzaczkiem. Mo偶na kupi膰 mi臋ciutk膮 maskotk臋 lub elektronicznego pupila. Zainstalowa膰 „hodowlan膮” aplikacj臋  na telefonie. P贸j艣膰 na spacer ze schroniskowym bezdomniakiem. Wystawi膰 misk臋 z kocim jedzeniem, pokarmi膰 wiewi贸rki w parku, sypn膮膰 ziaren kaczkom i 艂ab臋dziom, zamontowa膰 na parapecie karmnik dla mazurk贸w i sikorek. Uczymy dziecko odpowiedzialno艣ci, fundujemy mu rado艣膰 z obcowania z natur膮 i uszcz臋艣liwiamy wsp贸lnym sp臋dzeniem czasu. W tej materii ogranicza nas jedynie w艂asna wyobra藕nia, bo i mo偶liwo艣ci i potrzeb jest przecie偶 mn贸stwo.

Taa… I jak to ja, zn贸w strzeli艂am sobie w kolano. Mia艂am zamiar napisa膰 co艣 ca艂kiem innego. Mia艂 to by膰 post reklamuj膮cy mojego podrzutka. Mia艂am napisa膰 jaka jest s艂odka i pocieszna. Jak mru偶y oczka zasypiaj膮c w zgi臋ciu mojego 艂okcia, mrucz膮c niby stary trabant. Jak sun膮c brzuszkiem po pod艂odze czai si臋 wyczuwaj膮c smakowite zapachy dolatuj膮ce z miski. Jeszcze w g艂臋bi gardzio艂ka rodzi si臋 syk,  ale nie ucieka ju偶 od moich r膮k i pozwala si臋 drapa膰 za szylkretowymi uszkami. 


Je艣li jednak mia艂aby pos艂u偶y膰 jako chwilowa zabawka i sko艅czy膰 na ulicy, wol臋 偶eby zosta艂a u mnie. Oczywi艣cie mam wci膮偶 nadziej臋, 偶e zadzwoni jaki艣 dobry cz艂owiek, kt贸ry otoczy male艅stwo opiek膮 i czu艂o艣ci膮.

Kocur Kaszotto obrazi艂 si臋 na mnie 艣miertelnie, a Kaszanka je偶y grzbiet i fuka, s膮dz臋 jednak, 偶e dogadaj膮 si臋 pomi臋dzy sob膮 szybciej, ni偶 potrafi膮 zrobi膰 to ludzie.

Male艅ka Metka, podobnie jak Kaszo i Kaszanka trafi艂y do mnie z tej samej, ulokowanej w bliskim s膮siedztwie „hodowli”. Najpierw przyszed艂 chudy, zmarnowany kocur.




Gdy troch臋 si臋 podtuczy艂 przyprowadzi艂 kotk臋. 

A w niedawny, mro藕ny listopadowy wiecz贸r szylkretowa kotka z rudymi brwiami podrzuci艂a na moje podw贸rko swoje male艅stwo. 

Co b臋dzie jutro?

Za po艣rednictwem mojego bloga, FB i mam nadziej臋 choszcze艅skiej gazety apeluj臋 do wszystkich- sterylizujcie swoje koty! Nie skazujcie kotek na wyniszczenie, koci膮t na 艣mier膰 i kocur贸w na brutalne walki. 

Panie M, dokarmia Pan wolno偶yj膮ce koty, maj膮 ciep艂膮 budk臋, to si臋 bardzo chwali, lecz prosz臋 najpi臋kniej jak potrafi臋 - niech Pan je wysterylizuje. Zapewniam z autopsji, 偶e nie b臋d膮 mniej 艂owne! 

A moje „okno 偶ycia”  ju偶 si臋 zape艂ni艂o! 


 

艣roda, 11 listopada 2020

Tytu艂 jeszcze nieznany ;)


 Kochani moi Czytelnicy!

Teraz wszystko w r臋kach Wydawcy, lecz z samozachwytem o艣wiadczam, 偶e w ko艅cu si臋 spr臋偶y艂am i sko艅czy艂am ;)

Mam nadziej臋, i偶 teraz znajd臋 czas na kontynuacj臋 bloga.

Z poni偶szego fragmentu niczego si臋 nie dowiecie, niczego nie domy艣licie, niczym Was nie zaskocz臋 i w og贸le.

Mimo to zapraszam na fragmencik mojej nowej powie艣ci ;) 

Wyobra藕my sobie, 偶e wybucha pandemia. Miesi膮c, dwa i ca艂y 艣wiat by艂by zara偶ony!

- Sztuczne wyhodowanie jakiego艣 wirusa, to dzi艣 dla naukowc贸w piku艣. A gdyby taki wirus zwia艂 z pr贸b贸wki? Wyobra偶acie to sobie?

- E, szybciej sami by wypu艣cili. 呕eby zdziesi膮tkowa膰 ludzk膮 populacj臋, pozby膰 si臋 starych i s艂abych egzemplarzy. Albo zaszanta偶owa膰 jaki艣 wrogi rz膮d.

- Poprzez zakazy i nakazy w艂adze b臋d膮 kontrolowa膰 obywateli.

- A p贸藕niej, pod pretekstem szczepionki wstrzykn膮 im nanoroboty.

- Gdy zaszczepiony b臋dzie niepo偶膮dany, nanorobot eksploduje i po problemie.

- Dobre! W jakim艣 filmie to widzia艂am!

- Nast臋puje og贸lna destabilizacja gospodarki. Pe艂en lockdown. Zamkni臋te biura i szko艂y.

- Ooo, to te偶 jest dobre! – Przyklasn臋艂a Zu藕ka.

- Nie ciesz si臋. – Zgasi艂a j膮 Kaja. – Na pewno zrobiliby nauk臋 online.

- Us艂ugi, gastronomia, turystyka le偶膮. – Jasiek si臋 nakr臋ca艂.

- W marketach wykupuj膮 m膮k臋, dro偶d偶e i olej.

- I papier toaletowy…

- I prezerwatywy. Bo osoby podejrzane o kontakt z zara偶onym  musz膮 zosta膰 na domowych kwarantannach, a przecie偶 czym艣 trzeba si臋 zaj膮膰.

- Ludzie w ko艅cu zaczynaj膮 dba膰 o higien臋. Wykupuj膮 z market贸w myd艂a i 艣rodki dezynfekuj膮ce.

- Eee, to raczej ma艂o prawdopodobne…

- Kt贸re kilkukrotnie dro偶ej膮, bo zawsze znajdzie si臋 kto艣, kto chce zrobi膰 biznes na czyjej艣 krzywdzie. – Jasiek nie da艂 zbi膰 si臋 z tropu.

- Na ulicach wszyscy w maskach i kombinezonach…

- Wprowadzaj膮 godzin臋 policyjn膮, a policja wali mandaty za byle co.

- T艂umy sceptyk贸w wychodz膮 na ulice…

- A policja dalej wali mandaty!

- Stadiony i hale targowe przerobione na szpitale polowe.

- Ludzkie zw艂oki wywo偶one ci臋偶ar贸wkami i palone na popi贸艂.

- Przesta艅cie! – Opami臋ta艂a si臋 w ko艅cu Zuzanna. - Jeste艣my powaleni. Owszem, ludzie s膮 debilami, ale przecie偶 nie a偶 takimi! Nie pozwol膮, 偶eby co艣 takiego si臋 zdarzy艂o!

- A je艣li powiedzieli艣my to wszystko w z艂膮 godzin臋 i naprawd臋 si臋 sprawdzi?- Spowa偶nia艂a Kaja.

Niespodziewany niepok贸j obj膮艂 ca艂膮 tr贸jk臋 roze艣mianych jeszcze przed chwil膮 nastolatk贸w.

- Jezu…

- Na wszelki wypadek odpukajmy wszystko w puste i niemalowane.

Wszyscy zgodnie popukali si臋 w g艂owy.