poniedzia艂ek, 26 grudnia 2022

Koty z Wrotyczowego Zak膮tka

W pa藕dzierniku przypadkowo natkn臋艂am si臋 na eBay’u na opowiadanie L.M. Montgomery pt. “The Cats of the Tansy Patch”, kt贸re zosta艂o opublikowane w czasopi艣mie Canadian Home Journal w pa藕dzierniku 1917 r. Zawsze chcia艂am mie膰 jaki艣 tekst autorstwa LMM w wersji, w jakiej zosta艂 on opublikowany w czasopi艣mie, wi臋c zainteresowa艂a mnie ta aukcja. Opowiadanie nie by艂o mi jednak znane, co przy ponad 500 napisanych przez LMM opowiada艅 nie by艂o dziwne. Pomy艣la艂am, 偶e najpierw przeczytam je sobie, a p贸藕niej zdecyduj臋, czy warto je mie膰. 馃槉 Zacz臋艂am googlowa膰 i bardzo szybko zorientowa艂am si臋, 偶e nigdzie nie mog臋 znale藕膰 tego opowiadania. Szukaj膮c go, natkn臋艂am si臋 na dwie wzmianki o wcze艣niejszym opowiadaniu w serii przy opowiadaniu “Our Neighbours at the Tansy Patch” z sierpnia 1918 r. Skontaktowa艂am si臋 z Carolyn Collins i Benjaminem Lefebvre, kt贸rzy potwierdzili moje przypuszczenia! Natkn臋艂am si臋 na opowiadanie, kt贸rego nikt wcze艣niej nie znalaz艂! 呕eby by艂o ciekawiej, aukcja dotyczy艂a nie ca艂ego czasopisma, ale tylko tych dw贸ch stron... My艣l臋, 偶e Maud zn贸w zadzia艂a艂a z za艣wiat贸w. Ju偶 kiedy艣 kupi艂am dom, cho膰 wcale go nie szuka艂am, a teraz kupi艂am opowiadanie, kt贸rego nie szuka艂am (w przeciwie艅stwie do wielu badaczy tw贸rczo艣ci L.M. Montgomery). Przyznam si臋, 偶e licytuj膮c opowiadanie pomy艣la艂am, 偶e przeznacz臋 je na prezent dla kogo艣, kto go szuka艂, ale po tym, jaki szum wywo艂a艂o to opowiadanie, chc臋 cho膰 troch臋 poby膰 jego w艂a艣cicielk膮.  馃槉馃槉馃槉


Dwa tygodnie przed 艢wi臋tami skontaktowa艂am si臋 z Magdalen膮 Koziej, kt贸ra przet艂umaczy艂a biografi臋, zbi贸r opowiada艅 i jedn膮 powie艣膰 L.M. Montgomery. Magdalena zgodzi艂a si臋 przet艂umaczy膰 to opowiadanie na j臋zyk polski. Z ogromn膮 rado艣ci膮 prezentuj臋 poni偶ej mniej wi臋cej trzy czwarte tekstu opowiadania. Ca艂o艣膰 b臋dzie mo偶na nied艂ugo przeczyta膰 w The Shining Scroll. Z ca艂ego serca dzi臋kuj臋 Magdalenie Koziej, kt贸ra pomimo przed艣wi膮tecznego okresu podj臋艂a si臋 tego zadania.



L.M. Montgomery

Koty z Wrotyczowego Zak膮tka

[Canadian Home Journal, pa藕dziernik 1917]

Prze艂o偶y艂a Magdalena Koziej

 

- Wrotyczowy Zak膮tek to najpi臋kniejsze miejsce na 艣wiecie, mamusiu – mawia艂a Una.

Trudno si臋 z tym zgodzi膰, podejrzewam wr臋cz, 偶e ma艂o kto znalaz艂by w tym ustroniu pi臋kno, s膮dz膮c je po samym wygl膮dzie, i gdyby nie obdarza艂 go mi艂osnym spojrzeniem, kt贸re pozwala艂o dostrzec urok, jaki Wrotyczowy Zak膮tek mia艂 dla nas. Gdy ujrza艂am go po raz pierwszy pewnego czerwcowego dnia, kiedy przewie藕li艣my tam swoje klamoty na lato, uzna艂am, 偶e to miejsce bardzo samotne, puste i opuszczone; za艣 Salome Silversides, nasza stara s艂u偶膮ca, nia艅ka i rodzinna despotka, otwarcie sarkn臋艂a:

- Pani Bruce, to膰 nie dacie rady mieszka膰 tu przez ca艂e lato. Od razu wida膰, 偶e dach przecieka, a w promieniu mili nie u艣wiadczysz 偶adnego s膮siada. Tak sobie my艣l臋, 偶e skoro pan ju偶 musi zabawia膰 si臋 pacykowaniem, to m贸g艂by znale藕膰 sobie do tego jakie艣 lepsze miejsce.

Salome za nic nie da艂a si臋 przekona膰, 偶e zaj臋cie Dicka to 偶adna zabawa. Na pr贸偶no zwracano jej uwag臋, 偶e Dick sprzedaje wszystkie swoje obrazy, a my 偶yjemy z tych dochod贸w oraz wyp艂acamy jej z nich pensj臋. Salome  nie dawa艂a si臋 przekona膰 i krzywi艂a si臋 na ka偶de po艣wi臋cenie, kt贸re trzeba by艂o zrobi膰 z powodu „fanaberii pana”. Coroczne letnie zes艂anie do Wrotyczowego Zak膮tka  zawsze wywo艂ywa艂o jej biadolenie.

Przed naszym przybyciem to miejsce nie mia艂o 偶adnej nazwy, a poniewa偶  dom  by艂 otoczony z trzech stron g膮szczem wonnego wrotycza, wiec wsp贸lnie uzgodnili艣my, 偶e „letni膮 chat臋” ochrzcimy Wrotyczowym Zak膮tkiem.

 Szary, obity deskami szalunkowymi domek sta艂 na szczycie trawiastego pag贸rka, kt贸ry wyrasta艂 stromo i niespodziewanie przy g艂贸wnej drodze. Nasze w艂o艣ci otacza艂 p艂ot z rozchwierutanych sztachet, niemal zakryty w lecie przez g臋stwin臋 bujnych naw艂oci, a ledwie trzymaj膮ca si臋 na zawiasach, sfatygowana  furtka  dawa艂a dost臋p od strony drogi. W zbocze pag贸rka wpuszczono g艂azy, stanowi膮ce schody, po kt贸rych wspinali艣my si臋 do frontowych drzwi. Za domem sta艂a wal膮ca si臋 ob贸rka, a w rogu Wrotyczowego Zak膮tka tkwi艂a stara szopa, kt贸r膮 Dick przysposobi艂 na swoj膮 pracowni臋. Przed domem, gdzie nie zdo艂a艂 jeszcze wedrze膰 si臋 wrotycz, w letnim zmierzchu ko艂ysa艂y si臋 i pieni艂y jak srebrzyste morze muskane ksi臋偶ycow膮 po艣wiat膮, sk艂臋bione fale kminku. Poza tym jedynymi kwiatami rosn膮cymi we Wrotyczowym Zak膮tku by艂y maki, kt贸re wznosi艂y pe艂ne zachwytu, czerwone kielichy wok贸艂 werandy i na ca艂ym wzg贸rzu. U st贸p pag贸rka, po lewej stronie domu, by艂 ma艂y, p艂ytki staw o trawiastych, bezdrzewnych brzegach z艂oci艣cie obramowanych jaskrami.

Mieli艣my niewielu bliskich s膮siad贸w, ale dw贸ch znajdowa艂o si臋  w zastrze偶onej ponuro przez Salome  odleg艂o艣ci mili.  Jedna rodzina mieszka艂a dos艂ownie o rzut kamieniem, ale jej posiad艂o艣膰  by艂a ca艂kowicie niewidoczna z Wrotyczowego Zak膮tka, bo przes艂ania艂 j膮 g臋sty 艣wierkowy las. Wiele mo偶na by opowiedzie膰 o tych s膮siadach   – w艂a艣ciwie  zbyt wiele, zas艂uguj膮 na osobny tekst, wi臋c nie mo偶emy pozwoli膰, by wdarli si臋 do wspominkowego artyku艂u po艣wi臋conego kociakom z Zak膮tka.

 Porterowie mieszkali p贸艂 mili od nas, po drugiej stronie drogi. Z panem Porterem i jego 偶on膮 nie zadzierzgn臋li艣my bli偶szej znajomo艣ci, ale Dave Porter zosta艂 honorowym cz艂onkiem naszej rodziny ju偶 drugiego dnia po przybyciu tej偶e do Zak膮tka. Zjawi艂by si臋 tam nawet pierwszego, gdyby matka mu pozwoli艂a; w ka偶dym razie by艂 tam, kiedy wstali艣my nazajutrz po przyje藕dzie, a dzieci natychmiast go zaadoptowa艂y. By艂 to jedenastoletni urwis o weso艂ej, zuchwa艂ej, piegowatej twarzy, wielkich, radosnych, zielonych oczach i p艂owej czuprynie. Jego odzienie by艂o na tyle sk膮pe, na ile  tylko pozwala艂a przyzwoito艣膰, a na g艂owie zawsze mia艂 tylko co艣 na poz贸r czapki. Jednak miejskie wymogi mody nie obowi膮zywa艂y we Wrotyczowym Zak膮tku, a Dave m贸g艂 sobie ro艣ci膰 prawa do uznania z wielu innych powod贸w.

Mianowicie „wiedzia艂 wszystko”, jak twierdzili Leslie, Una oraz Paddy. Na pewno zna艂 wiele odwiecznych tajemnic las贸w i p贸l. Wiedzia艂, gdzie rosn膮 poziomki na wy偶ynach, w kt贸rych bukowych lasach s膮 najdorodniejsze orzeszki; zna艂 zakola strumyk贸w, w kt贸rych pluska艂y si臋 pstr膮gi, i miejsca nad stawami, w kt贸rych najwcze艣niej zakwita艂y fio艂ki. By艂y mu znane ulubione siedliska wszystkich polnych kwiat贸w, kt贸re kwit艂y od wiosny do jesieni. Potrafi艂 na艣ladowa膰 zawo艂ania i odg艂osy wszystkich ptak贸w i zwierz膮t, zna艂 wszystkie sekrety robali i 偶uczk贸w, by艂 jakby w zmowie z ptakami i pszczo艂ami. Umia艂 wr贸偶y膰 z margerytek i wysysa膰 s艂odki nektar z p艂atk贸w czerwonej koniczyny. Dzieciaki nigdy nie mia艂y r贸wnie fascynuj膮cego towarzysza zabaw.

Czterokrotnie sp臋dzili艣my we Wrotyczowym Zak膮tku  szcz臋艣liwe, beztroskie, nieodpowiedzialne lato. Nawet Salome wreszcie pokocha艂a to miejsce, chocia偶 nigdy nie kocha艂a naszych kot贸w, a wiele przyjemno艣ci z 偶ycia we Wrotyczowym Zak膮tku wi膮za艂o si臋 z naszymi kochanymi kiciusiami. Wszyscy kochali艣my koty, opr贸cz Salome, kt贸ra ich nie znosi艂a i rzuca艂a wci膮偶 sarkastyczne uwagi pod ich adresem. Leslie doprowadzi艂 j膮 kiedy艣 do furii s艂owami:

- Wiesz, co Salome? Twoje nazwisko 艣wietnie si臋 nadaje na imi臋 dla kota. Nast臋pnego szarego kociaka, jaki nam si臋 trafi, nazw臋 Silversides.

- Je艣li o艣mielisz si臋 to zrobi膰, utopi臋 go – zagrozi艂a Salome. – To w og贸le ha艅ba nadawa膰 imiona kotom, jakby by艂y chrze艣cija艅skimi stworzeniami. M贸wi臋 ci, 偶e to czarci pomiot. Wida膰 po oczach. Silversides, jeszcze czego! Niech no ci臋 tylko na tym przy艂api臋!

Kiedy wybrali艣my si臋 do Zak膮tka tego pierwszego lata, wzi臋li艣my ze sob膮 trzy kociaki. To znaczy my wci膮偶 nazywali艣my je kociakami, ale one  pozowa艂y ju偶 na doros艂e koty, tylko 偶e nie potrafi艂y jeszcze wyrzec si臋 frajdy, jak膮 dawa艂o im gonienie za w艂asnym ogonem. Wszystkie by艂y – jak naiwnie wierzyli艣my – pi臋knymi kocurkami.  Nie przepadali艣my za pr臋gusami. Jak zauwa偶y艂a 偶a艂o艣nie Una „to ci膮g艂e topienie koci膮t jest takie bolesne”. Jaskier nale偶a艂 do Lesliego. Jak mo偶na wywnioskowa膰 z imienia, by艂 偶贸艂ty, i mia艂 wyj膮tkowo l艣ni膮ce futerko i po艂yskliwe, z艂ociste uszy. Dymek, kt贸rego zagarn膮艂 Paddy, by艂 jasnym, puszystym szarakiem, a Kr贸lewicz Mr贸z*, ukochany skarb Uny, 艣nie偶nobia艂ym kotem z czarnym koniuszkiem ogona. Salome szczeg贸lnie nie lubi艂a Kr贸lewicza, chocia偶 nie potrafi艂a wyja艣ni膰, z jakiego powodu.

- Daj臋 pani s艂owo, 偶e ten kot co艣 zbroi – oznajmi艂a z艂owieszczo.

- Ale czemu tak my艣lisz, Salome? – dopytywa艂am si臋.

- Ja nie my艣l臋- ja wiem – raczy艂a odpowiedzie膰 Salome.

Kr贸lewicz Mr贸z by艂 ulubie艅cem ca艂ej reszty- taki czy艣cioszek, nigdy nie dopuszcza艂, by na jego bia艂ej szacie pojawi艂a si臋 cho膰by plamka. Mia艂 urocze sposoby przytulania si臋 i mruczenia, kt贸re budzi艂y wzgard臋 bardziej niezale偶nych Jaskra i Dymka.  Tak wi臋c Kr贸lewicz dostawa艂 wi臋cej g艂ask贸w, ni偶 mu si臋 nale偶a艂o z przydzia艂u, chocia偶 Leslie i Paddy byli zazdro艣nie dumni ze swoich kociak贸w.

- Ogon Dymka jest za kr贸tki – o艣wiadczy艂a kiedy艣 Una.

- B贸g chyba dobrze wiedzia艂, jakiej d艂ugo艣ci ogon da膰 kociakowi – brzmia艂a mia偶d偶膮ca riposta Paddy`ego.

Siadywali艣my na szalonej werandzie w d艂ugie, przymglone, rozkoszne letnie wieczory, koty harcowa艂y wok贸艂,  膰my 偶eglowa艂y ponad wrotyczow膮 plantacj膮, a z艂ocisty zmierzch przygasa艂 i muska艂 purpur膮 zielone wzg贸rza w oddali, 艣wietliki za艣 zapala艂y swoje skrzacie lampki nad stawem.

          Zmierzch –trafnie zwany kocim zmierzchem – to jedyna pora, kiedy kot si臋 demaskuje. Poza tym zawsze jest nieprzenikniony, ale w porze zmierzchu i rosy mo偶emy uchwyci膰 na mgnienie zwodniczy sekret jego osobowo艣ci.

- Uwielbiam zmierzch – powiedzia艂a kiedy艣 Una. – Zawsze mamy ubaw. Wszystkie koty s膮 wtedy takie dziwne, niepokoj膮ce i zachwycaj膮ce.

Gania艂y si臋 jak szalone po pag贸rku i w kminku, okr膮偶a艂y p臋dem dom, jak op臋tane stworzenia, wskakiwa艂y nagle na nas i r贸wnie niespodziewanie umyka艂y w podskokach. Ich oczy 艣wieci艂y jak klejnoty, ogony ko艂ysa艂y si臋 jak pi贸ropusze. Ko艂ata艂o w nich nerwowe, ukradkowe 偶ycie. Budzi艂y w贸wczas szczeg贸ln膮 groz臋 w Salome, kt贸ra nigdy nie uczestniczy艂a  w naszych seansach o zmierzchu. Siedzia艂a ponura w kuchni i robi艂a na drutach, podczas gdy my raczyli艣my si臋 tajemnic膮  i czarem pogranicza, do czasu gdy chmury z艂ocistego zachodu zszarza艂y, a wielki 偶贸艂ty ksi臋偶yc  wzeszed艂 nad wzg贸rzami, by odbi膰 si臋 w stawie. Wtedy to Salome stawa艂a w drzwiach i rzuca艂a z drwin膮:

-  Czy zamierzacie zosta膰 tu na ca艂膮 noc z kotami, prosz臋 pani? Nie twierdz臋, 偶e nie maj膮 pa艅stwo do tego prawa, skoro przysz艂a wam na to ochota, ale moim skromnym zdaniem  o dziewi膮tej dzieci powinny by膰 ju偶 w 艂贸偶kach.

W sierpniu w naszym spokojnym kr臋gu  nast膮pi艂a tragedia. Kr贸lewicz Mr贸z mia艂 kociaka!

Nie spos贸b sobie wyobrazi膰, jak triumfowa艂a Salome.  Czy偶 nie ostrzega艂a nas zawsze, 偶e Kr贸lewiczowi Mrozowi nie mo偶na ufa膰?  Czy偶 nie obstawa艂a przy tym, 偶e 贸w kot oka偶e si臋 niebezpiecznym z艂udzeniem? Ha, teraz sami widzimy!

Zatrzymali艣my kociaka, kt贸ry by艂 艣liczny, z ciemnopomara艅czowym futerkiem poprzecinanym ciemniejszymi pr臋gami.  Una nazwa艂a go Z艂otkiem, a imi臋 wydawa艂o si臋  odpowiednie dla ma艂ego psotnika, kt贸ry w okresie swego koci臋ctwa  nie wykazywa艂 偶adnych oznak z艂owrogiej natury, kt贸r膮 tak naprawd臋 posiada艂. Salome ostrzega艂a nas oczywi艣cie, 偶e nie mo偶na spodziewa膰 si臋 niczego dobrego po potomstwie diabolicznego Kr贸lewicza Mroza, jednak jej  kasandryczne krakanie zosta艂o zlekcewa偶one.

Tak przywykli艣my do tego, by uwa偶a膰 Kr贸lewicza Mroza za przedstawiciela p艂ci m臋skiej, 偶e nie mogli艣my  wyzby膰 si臋 tego zwyczaju. Tak wi臋c nadal u偶ywali艣my wobec niego m臋skich zaimk贸w, cho膰 rezultat bywa艂 niedorzeczny. Matczyne zabiegi Kr贸lewicza wydawa艂y nam si臋 niezwykle 艣mieszne, bo nie dociera艂o do nas, 偶e „on” jest matk膮. Go艣cie  bywali zaintrygowani, kiedy Una napomyka艂a niedbale o Kr贸lewiczu i jego kociaku  alba zwraca艂a si臋 surowo do Z艂otka z poleceniem: „Id藕 do swojej matki i ka偶 mu umy膰 sobie futerko”.

- Tak si臋 nie godzi, prosz臋 pani -  m贸wi艂a z gorycz膮 biedna Salome. 

          Ona sama sz艂a na kompromis, zawsze okre艣laj膮c Kr贸lewicza jako „to” albo jako „bia艂膮 besti臋”. 


*w oryginale Jack Frost. To samo imi臋 wyst臋puje w „Rilli ze Z艂otego Brzegu” (1921)



sobota, 24 grudnia 2022

„Anne z Szumi膮cych Wierzb” 艣wi膮tecznie

Z wielk膮 rado艣ci膮 zapraszam na 艣wi膮teczn膮 niespodziank臋 — prapremierow膮 publikacj臋 V rozdzia艂u „Anne z Szumi膮cych Wierzb” w przek艂adzie Anny Ba艅kowskiej. Jestem niesamowicie wdzi臋czna Wydawnictwu Marginesy za wyra偶enie zgody na publikacj臋 tego rozdzia艂u na moim blogu. 


Anne z Szumi膮cych Wierzb”, t艂umaczenie Anna Ba艅kowska

Wydawnictwo Marginesy, premiera 18.01.2023 r.

 
Projekt ok艂adki: Anna Pol

Rozdzia艂 V

 

Anne nie wiedzia艂a, 偶e jej odjazd z Szumi膮cych Wierzb obserwuje ze 艂zami w oczach ma艂a Elizabeth ze swego mansardowego okna w Chojarach. Dziewczynka czu艂a si臋 tak, jakby wszystko, co warto艣ciowe, znikn臋艂o nagle z jej 偶ycia, a ona sama sta艂a si臋 Lizzie, Lizzie i jeszcze raz Lizzie. Ale kiedy wynaj臋te sanie znikn臋艂y ju偶 za rogiem Zau艂ka Duch贸w, odesz艂a od okna i ukl臋k艂a przy 艂贸偶ku.

 Drogi Boe szeptaa wiem, e nie ma sensu prosi Ci o wesoe wita dla mnie, bo babcia i Kobieta nie potrafi by wesoe. Ale prosz臋 Ci臋, niech moja kochana panna Shirley ma naprawd臋 weso艂e 艣wi臋ta i niech potem bezpiecznie do mnie wr贸ci. A teraz – doda艂a, podnosz膮c si臋 z kolan – zrobi艂am ju偶 wszystko, co w mojej mocy.

Anne ju偶 rozsmakowywa艂a si臋 w 艣wi膮tecznej szcz臋艣liwo艣ci. Kiedy poci膮g ruszy艂 ze stacji, a偶 tryska艂a rado艣ci膮. Brzydkie ulice miasta zosta艂y w tyle, a ona jecha艂a do domu – do Zielonych Szczyt贸w. 艢wiat za oknem mieni艂 si臋 wyz艂ocon膮 biel膮 i bladym fioletem, przetykanym gdzieniegdzie ciemnymi sylwetkami 艣wierk贸w i delikatnymi bezlistnymi brzozami. Nisko zawieszone s艂o艅ce migota艂o mi臋dzy drzewami nagich las贸w, towarzysz膮c p臋dz膮cemu poci膮gowi niczym ol艣niewaj膮ce b贸stwo. Katherine si臋 nie odzywa艂a, ale nie sprawia艂a wra偶enia niezadowolonej.

Tylko prosz nie spodziewa膰 si臋 po mnie rozmowy – ostrzeg艂a kr贸tko.

W porzdku. Chyba nie uwaa mnie pani za jedn z tych nieznonych osb, ktre cay czas trzeba zabawia rozmow? Pogadamy, jak bdziemy miay ochot. Przyznaj, e lubi spdza wikszo艣膰 czasu na pogaw臋dkach, ale nie musi pani si臋 tym przejmowa膰.

W Bright River czeka艂 na nie Davy z wielkimi saniami pe艂nymi futer. U艣ciska艂 Anne z si艂膮 nied藕wiedzia, po czym obie dziewczyny usadowi艂y si臋 na tylnym siedzeniu. Jazda ze stacji do Zielonych Szczyt贸w zawsze stanowi艂a dla Anne jedn膮 z milszych cz臋艣ci wypraw do domu. Za ka偶dym razem przypomina艂a sobie, jak po raz pierwszy odbywa艂a t臋 drog臋 z Matthew. Wprawdzie dzia艂o si臋 to p贸藕n膮 wiosn膮, a teraz by艂 grudzie艅, ale i tak wszystko jej szepta艂o: „Pami臋tasz?”. 艢nieg skrzypia艂 pod p艂ozami, w艣r贸d rz臋d贸w o艣nie偶onych czub贸w jode艂 weso艂o pobrz臋kiwa艂y dzwoneczki. Mi臋dzy drzewami przy Bia艂ej Drodze Rozkoszy migota艂y zapl膮tane w ga艂臋zie girlandy gwiazd. Za przedostatnim wzniesieniem ukaza艂a si臋 wielka bia艂a przestrze艅 nieskutej jeszcze lodem zatoki, kt贸ra po艂yskiwa艂a tajemniczo w ksi臋偶ycowym blasku.

Jest na tej drodze pewne miejsce, w ktrym zawsze czuj, e wanie dotaram do domu odezwaa si Anne. Ju ze szczytu nastpnego pagrka zobaczymy wiata Zielonych Szczyt贸w. Od razu sobie wyobra偶am, jak膮 pyszn膮 kolacj臋 Marilla nam przygotowa艂a, niemal czuj臋 te zapachy. Ooch, jak dobrze, jak dobrze by膰 znowu w domu!

W Zielonych Szczytach ka偶de drzewo na podw贸rzu zdawa艂o si臋 j膮 wita膰, ka偶de o艣wietlone okno zaprasza艂o do 艣rodka. A jakie cudowne wonie bi艂y z kuchni, gdy tylko otworzy艂a drzwi! Powitalnym u艣ciskom i 艣miechom nie by艂o ko艅ca i nawet Katherine nie czu艂a si臋 tutaj jak intruz, tylko jak cz艂onek rodziny. Pani Lynde ustawi艂a na stole i zapali艂a swoj膮 ulubion膮 lamp臋 z salonu – wyj膮tkowo paskudn膮 rzecz z kulistym czerwonym kloszem – kt贸ra jednak dawa艂a przyjemne r贸偶owe 艣wiat艂o. Jak偶e ciep艂e i przyjazne by艂y te cienie! Jak pi臋knie dorasta艂a Dora! A Davy to ju偶 prawie m臋偶czyzna! A ile nowin czeka艂o... Diana mia艂a malutk膮 c贸reczk臋, Josie Pye kawalera, a Charlie Sloane podobno si臋 zar臋czy艂. Wszystkie te wiadomo艣ci wywo艂ywa艂y tyle samo emocji, co te na temat imperium. Nowa, 艣wie偶o uko艅czona patchworkowa ko艂dra pani Lynde, z艂o偶ona z pi臋ciu tysi臋cy 艂atek, trafi艂a na wystaw臋 i zbiera艂a same pochwa艂y.

Anne, jak ty wracasz do domu, to zaraz wszystko oywa – zauwa偶y艂 Davy. „Tak w艂a艣nie powinno wygl膮da膰 偶ycie” – zamrucza艂 kociak Dory.

Nigdy nie mogam oprze si urokowi ksi臋偶ycowej nocy powiedziaa Anne po kolacji.

Co by pani powiedzia艂a na spacerek na rakietach 艣nie偶nych, panno Brooke? S艂ysza艂am, 偶e ich pani u偶ywa. Katherine wzruszy艂a ramionami.

Tak, to jedyna rzecz, ktr potrafi, ale nie miaam ich na nogach od szeciu lat.

Anne odszuka
a na strychu swoje rakiety, a Davy skoczy艂 do Sadowej G贸rki po偶yczy膰 star膮 par臋 Diany dla Katherine. Ruszy艂y Alej膮 Zakochanych, pe艂n膮 艣licznych cieni drzew, i dalej przez pola z fr臋dzlami jode艂ek przy ogrodzeniach, przez lasy, kt贸re zdawa艂y si臋 zna膰 mn贸stwo sekret贸w, ale w ostatniej chwili wzdraga艂y si臋 przed ich wyjawieniem, przez polany, kt贸re sprawia艂y wra偶enie rozlewisk p艂ynnego srebra. Nie mia艂y ochoty rozmawia膰; zupe艂nie jakby si臋 ba艂y popsu膰 s艂owami co艣 niezwykle pi臋knego. Ale Anne nigdy jeszcze nie czu艂a si臋 tak bliska Katherine. Ta zimowa noc samym swoim czarem zdo艂a艂a je po艂膮czy膰... prawie. Kiedy wysz艂y w ko艅cu na g艂贸wn膮 drog臋, przemkn臋艂y obok nich z brz臋kiem dzwonk贸w sanie z roze艣mianym towarzystwem. Obie dziewczyny bezwiednie westchn臋艂y; wyda艂o im si臋, 偶e w艂a艣nie zostawiaj膮 za sob膮 艣wiat niemaj膮cy nic wsp贸lnego z tym, do kt贸rego wracaj膮. 艢wiat, w kt贸rym nie istnieje czas, w kt贸rym panuje wieczna m艂odo艣膰, w kt贸rym dusze komunikuj膮 si臋 z sob膮 inaczej ni偶 za po艣rednictwem czego艣 tak trywialnego jak s艂owa.

Co cudownego – powiedzia艂a Katherine tak wyra藕nie do siebie samej, 偶e Anne si臋 nie odezwa艂a. Ruszy艂y dalej drog膮, po czym skr臋ci艂y w d艂ug膮 przecznic臋 do Zielonych Szczyt贸w, ale tu偶 przed furtk膮 zatrzyma艂y si臋, jakby wiedzione tym samym impulsem. Sta艂y tak w milczeniu, oparte o omsza艂y stary p艂ot, patrz膮c na dom, ledwie widoczny zza zas艂ony drzew. Jak偶e pi臋knie wygl膮da艂 w t臋 zimow膮 noc! W dole na skutym lodem Jeziorze L艣ni膮cych W贸d cienie otaczaj膮cych je drzew tworzy艂y fantazyjne wzory. Wsz臋dzie panowa艂a cisza i tylko z mostu dobiega艂o staccato ko艅skich kopyt. Anne u艣miechn臋艂a si臋 do siebie, wspominaj膮c, jak cz臋sto s艂ysza艂a ten odg艂os ze swego pokoju. Wyobra偶a艂a sobie wtedy, 偶e to ba艣niowe rumaki galopuj膮 gdzie艣 po nocy. Nagle cisz臋 przerwa艂 ca艂kiem inny d藕wi臋k.

Katherine! Ty... Ty chyba nie paczesz...? Jako nie umiaa sobie wyobrazi paczcej Katherine Brooke. Ale tak byo i te zy nagle sprawiy, e staa si bardziej ludzka. Anne ju si jej nie baa.

Katherine, moja droga, co si stao? Jak mog臋 ci pom贸c?

Och, ty nic nie rozumiesz! Dla ciebie wszystko zawsze jest takie proste! Ty... ty zdajesz si y w jakim zakltym krgu pikna i romansu. Ciekawe, jakiego cudownego odkrycia dzi dokonam to twoja yciowa postawa, podczas gdy ja... ja zapomnia艂am, jak 偶y膰, zreszt膮 chyba nigdy nie umia艂am. Jestem jak zwierz臋 w klatce i nie umiem si臋 z niej wydosta膰. I mam wra偶enie, 偶e wci膮偶 mnie kto艣 szturcha kijem przez pr臋ty. A ty... ty masz wi臋cej szcz臋艣cia, ni偶 potrafisz ogarn膮膰. Na ka偶dym kroku przyjaci贸艂ki... ukochany m臋偶czyzna... Nie, ja wcale nie pragn臋 wielbiciela, nienawidz臋 m臋偶czyzn. Ale gdybym dzisiaj umar艂a, nie zat臋skni艂aby za mn膮 ani jedna 偶ywa dusza. Jak by ci si臋 podoba艂o 偶ycie bez 偶adnej przyjaznej duszy? – G艂os Katherine za艂ama艂 si臋 nagle i zn贸w si臋 rozszlocha艂a.

Katherine, mwia, e lubisz szczero艣膰, wic bd szczera. Jeli rzeczywicie, jak mwisz, nie masz ani jednej przyjaznej duszy, to z wasnej winy. Chciaam si z tob zaprzyjani, ale ty miaa dla mnie same kolce i 偶膮d艂a.

Ach, wiem, wiem! Jak ja ci nienawidziam, kiedy przyjechaa do Summerside! To obnoszenie si z pier艣cionkiem...

Wcale si nie obnosiam!

Moe i nie. To tylko moja wrodzona zoliwo艣膰. Ale ten piercionek i tak ku w oczy. Nie, wcale ci nie zazdroszcz臋 narzeczonego. Nigdy nie chcia艂am wyj艣膰 za m膮偶, do艣膰 si臋 napatrzy艂am na ma艂偶e艅stwo rodzic贸w. Nie mog艂am jednak znie艣膰, 偶e zosta艂a艣 moj膮 prze艂o偶on膮, chocia偶 jeste艣 m艂odsza. I cieszy艂am si臋, 偶e Pringle’owie sprawiali ci tyle k艂opot贸w. Zdawa艂a艣 si臋 mie膰 wszystko, czego ja nie mia艂am: urok, przyja藕艅, m艂odo艣膰. M艂odo艣膰! Ja o m艂odo艣ci mog艂am tylko pomarzy膰. Ty nie masz o tym poj臋cia. Nie wiesz, jak to jest, kiedy nikt ci臋 nie chce... absolutnie nikt!

Naprawd? uniosa si Anne. I w kilku celnych zdaniach nakre艣li艂a jej obraz swego 偶ycia przed przyjazdem do Zielonych Szczyt贸w.

Szkoda, e o tym nie wiedziaam stwierdzia Katherine. To by wszystko zmienio. Mnie wydawaa si po prostu dzieckiem szcz臋艣cia i a mnie skrcao z zazdroci. Dosta艂a艣 stanowisko, kt贸rego pragn臋艂am. Tak, wiem, 偶e masz wy偶sze kwalifikacje, ale mimo to... Jeste艣 艂adna... a przynajmniej ludzie uwa偶aj膮 ci臋 za 艂adn膮. Moje najwcze艣niejsze wspomnienie to czyje艣 s艂owa: „Co za brzydactwo!”. Ty wchodzisz do pokoju takim zachwycaj膮cym krokiem... Pami臋tam, jak pierwszy raz pojawi艂a艣 si臋 w szkole. Ale najbardziej nienawidzi艂am ci臋 za to, 偶e zdawa艂a艣 si臋 mie膰 w sobie jak膮艣 tajemn膮 rado艣膰, jakby ka偶dy nowy dzie艅 oznacza艂 kolejn膮 przygod臋. I mimo ca艂ej niech臋ci musia艂am czasem w duchu przyzna膰, 偶e chyba pochodzisz z innej planety.

Doprawdy, Katherine, a mi dech zapiera od tych wszystkich komplementw. Ale chyba skoczya ju z t nienawici i moemy wreszcie zosta przyjaci贸艂kami?

No nie wiem. Nigdy nie miaam adnej przyjaci贸艂ki, a zw艂aszcza takiej w moim wieku. Nie mam miejsca, kt贸re mog艂abym nazwa膰 domem, i nawet nie wiem, czy potrafi臋 si臋 przyja藕ni膰. Nie, ju偶 ci臋 nie nienawidz臋, ale sama nie wiem, co do ciebie czuj臋. Pewnie zaczyna na mnie dzia艂a膰 ten tw贸j s艂ynny urok. Wiem tylko, 偶e chcia艂abym ci opowiedzie膰, jak wygl膮da艂o moje 偶ycie. Nigdy bym si臋 na to nie zdoby艂a, gdyby艣 nie opowiedzia艂a mi o swoim. Zale偶y mi, chocia偶 nie wiem dlaczego, aby艣 zrozumia艂a, czemu taka jestem. 

Opowiedz mi o tym, droga Katherine. Naprawd臋 chc臋 to zrozumie膰.

Wiesz ju, jak to jest by niechcian. Nie wiesz jednak, jak to jest by niechcian przez wasnych rodzicw. Moi nienawidzili mnie, odkd si urodziam, a przedtem nienawidzili siebie nawzajem. Tak, to prawda. Cigle si k艂贸cili, nawet o g艂upstwa, i z byle powodu sobie dokuczali. Moje dzieci艅stwo by艂o koszmarem. Umarli, gdy mia艂am siedem lat, a wtedy wzi臋艂a mnie rodzina wuja Henry’ego. Oni te偶 mnie nie chcieli. Traktowali mnie z wy偶szo艣ci膮, bo „偶y艂am na ich 艂asce”. Pami臋tam ka偶d膮 z艂o艣liwo艣膰, co do jednej, natomiast nie pami臋tam ani jednego mi艂ego s艂owa. Musia艂am nosi膰 ubrania po kuzynkach... zw艂aszcza taki jeden kapelusz, w kt贸rym wygl膮da艂am jak grzyb. Wy艣miewa艂y si臋 ze mnie, ilekro膰 go wk艂ada艂am, a偶 w ko艅cu go podar艂am i wrzuci艂am do ognia. Potem przez ca艂膮 zim臋 chodzi艂am do ko艣cio艂a w obrzydliwym starym berecie. Nigdy nie mia艂am nawet psa, a tak o nim marzy艂am! Ale za to mia艂am rozum. Oczywi艣cie chcia艂am si臋 uczy膰, zdoby膰 licen cjat, chocia偶 r贸wnie dobrze mog艂abym pragn膮膰 gwiazdki z nieba. Ostatecznie wuj Henry zgodzi艂 si臋 op艂aci膰 mi nauk臋 w Queen’s, je艣li obiecam zwr贸ci膰 mu pieni膮dze z przysz艂ych zarobk贸w. Op艂aca艂 mi te偶 trzeciorz臋dny pensjonat. Mia艂am tam pok贸j nad kuchni膮, lodowaty w zimie i koszmarnie gor膮cy latem, gdzie stale unosi艂 si臋 od贸r st臋ch艂ego jedzenia. I 偶eby艣 widzia艂a te moje ubrania! Ale w ko艅cu zdoby艂am licencj臋 nauczycielki i posad臋 w szkole w Sum merside, jedyny okruch szcz臋艣cia w moim 偶yciu. Odt膮d odk艂ada艂am ka偶dy cent, 偶eby odda膰 wujowi Henry’emu nie tylko pieni膮dze za moje studia, ale te偶 wszystko, co na mnie kiedy kolwiek wyda艂. Nie chcia艂am mu niczego zawdzi臋cza膰. Dlatego mieszkam u pani Dennis i chodz臋 w byle 艂achach, na szcz臋艣cie niedawno sp艂aci艂am mu ostatni膮 rat臋. Teraz po raz pierwszy w 偶yciu poczu艂am si臋 wolna. Ale przy okazji wybra艂am z艂膮 drog臋. Wiem, 偶e jestem odludkiem. Wiem, 偶e nigdy nie m贸wi臋 tego, co trzeba. Wiem, 偶e z w艂asnej winy jestem pomijana w zaproszeniach i propozycjach pe艂nienia r贸偶nych funkcji spo艂ecznych. Wiem, 偶e mam sk艂onno艣ci do sarkazmu, a uczniowie mnie nie znosz膮 i uwa偶aj膮 za despotk臋. My艣lisz, 偶e 艣wiadomo艣膰 tego wszystkiego mnie nie boli? Boj膮 si臋 mnie, a ja nie cierpi臋 ludzi, kt贸rzy patrz膮 na mnie wyl臋knionym wzrokiem. Och, Anne, ja chyba jestem chora na nienawi艣膰! Tak bardzo chc臋 by膰 taka jak inni... i ju偶 nie potrafi臋. To dlatego jestem taka zgorzknia艂a.

Ale potrafisz! Anne obj臋艂a j ramieniem. Moesz usun膮膰 z gowy t nienawi艣膰, wyleczy si z niej. Twoje ycie dopiero si zaczyna, poniewa dopiero teraz sta艂a艣 si臋 wolna i niezale偶na. I nigdy nie wiesz, co ci臋 czeka za kolejnym zakr臋tem tej drogi.

Syszaam, jak o tym mwia, i miaam si z tych twoich zakrtw. Ale mj problem polega na tym, e na mojej drodze nie ma adnych zakrtw. Ona ci膮gnie si臋 przede mn膮 prosto a偶 do nieba, z bezkresn膮 monotoni膮. Och, Anne, czy ty kiedykolwiek ba艂a艣 si臋 偶ycia, tej pustki, tych roj贸w zimnych, nieciekawych ludzi? Nie, oczywi艣cie, 偶e nie. Ty nie b臋dziesz musia艂a uczy膰 przez ca艂膮 reszt臋 偶ycia. I dla ciebie ka偶dy jest interesuj膮cy, nawet ta p臋kata, czerwona Rebecca Dew. A prawda o mnie jest taka, 偶e ja nie znosz臋 pracy w szkole, tylko nic wi臋cej nie umiem. Nauczycielka jest po prostu niewolnic膮 czasu. Wiem, 偶e ty lubisz ten zaw贸d, ale zupe艂nie tego nie rozumiem. Anne, ja marz臋 o podr贸偶ach, to jedyna rzecz, jakiej w 偶yciu pragn臋艂am. Pami臋tam obrazek, kt贸ry wisia艂 na 艣cianie mojego pokoju na poddaszu u wujostwa, tak膮 wyblak艂膮 rycin臋, kt贸r膮 wszyscy wzgardzili. Przedstawia艂a palmy wok贸艂 studni na pustyni i sznur wielb艂膮d贸w w oddali. Wpatrywa艂am si臋 w ni膮 jak urzeczona i marzy艂am, by zobaczy膰 to miejsce. A tak偶e Krzy偶 Po艂udnia, 艣wi膮tyni臋 Tad偶 Mahal i kolumny Karnaku. Chc臋 si臋 przekona膰 na w艂asne oczy, nie tylko wierzy膰, 偶e Ziemia jest okr膮g艂a. I oczywi艣cie przy nauczycielskiej pensji nigdy mi si臋 to nie uda. Do ko艅ca 偶ycia jestem skazana na gadanin臋 o 偶onach Henryka VIII i niewyczerpanych zasobach Imperium Brytyjskiego.

Anne parskn臋艂a 艣miechem. Teraz, kiedy z g艂osu Katherine znik艂o rozgoryczenie, ona mog艂a bezpiecznie si臋 艣mia膰. Pozosta艂y w nim tylko smutek i niecierpliwo艣膰.

Tak czy inaczej, bdziemy przyjaci贸艂kami, a na pocztek mamy przed sob dziesi臋膰 wesoych dni. Zawsze tego chciaam, Katherine pisana przez K. I cay czas czuam, 偶e pod tymi twoimi kolcami kryje si臋 co艣, dzi臋ki czemu jeste艣 warta przyja藕ni.

Wic tak wanie o mnie mylaa? Czsto si nad tym zastanawiaam. No c贸偶, lampart sprbuje zmieni swoje ctki, by moe jest to moliwe. W tych twoich Zielonych Szczytach jestem w stanie uwierzy膰 we wszystko. To pierwsze miejsce, w kt贸rym naprawd臋 czuj臋 si臋 jak w domu. I chcia艂abym sta膰 si臋 taka jak inni, je艣li jeszcze nie jest za p贸藕no. Zaczn臋 nawet 膰wiczy膰 promienny u艣miech, 偶eby jutro wieczorem powita膰 nim twojego Gilberta. Oczywi艣cie zapomnia艂am ju偶, jak powinno si臋 rozmawia膰 z m臋偶czyznami, je艣li w og贸le to umia艂am. Uzna mnie pewnie za podstarza艂膮 przyzwoitk臋. Ciekawe, czy przed za艣ni臋ciem b臋d臋 sobie plu艂a w brod臋, 偶e zdj臋艂am przed tob膮 mask臋 i pozwoli艂am ci zajrze膰 w g艂膮b mojej roztrz臋sionej duszy.

O nie, pomylisz raczej: Ciesz si, e Anne odkrya we mnie czowieka. Otulimy si ciepymi, puszystymi kocami, pod kt贸rymi znajdziemy dwie butelki z gor膮c膮 wod膮, bo Marilla i pani Lynde przygotuj膮 je niezale偶nie od siebie, uznawszy, 偶e ta druga na pewno zapomnia艂a. Po tym mro藕nym spacerze przy ksi臋偶ycu poczujesz si臋 rozkosznie 艣pi膮ca i zanim si臋 zorientujesz, b臋dzie ranek. A wtedy jako pierwsza osoba na Ziemi odkryjesz, 偶e niebo jest b艂臋kitne. Posi膮dziesz tak偶e sztuk臋 przygotowywania 艣wi膮tecznych pudding贸w, bo pomo偶esz mi w tworzeniu takiego wielkiego, pe艂nego 艣liwek na wtorek. Zobaczysz, jak wspaniale nam wyjdzie.

Ju偶 w domu Anne ze zdziwieniem zauwa偶y艂a, jak korzystnie na wygl膮d Katherine wp艂yn膮艂 d艂ugi spacer na rze艣kim powietrzu. Jej twarz wprost promienia艂a, a rumie艅ce ca艂kiem j膮 odmieni艂y. „Przecie偶 ona mog艂aby by膰 wr臋cz 艂adna, gdyby j膮 odpowiednio ubra膰” – pomy艣la艂a. W sklepie w Summerside widzia艂a niedawno kapelusz z ciemnego aksamitu i wyobrazi艂a go sobie na czarnych w艂osach Katherine. 艢ci膮gni臋ty na czo艂o, podkre艣la艂by pi臋knie kolor jej bursztynowych oczu. „Musz臋 koniecznie co艣 z tym zrobi膰”.

czwartek, 15 grudnia 2022

Wyj膮tkowa kolekcja — dr Mary Henley Rubio

Jaki艣 czas temu przyszed艂 mi do g艂owy pomys艂 opisania wyj膮tkowej kolekcji — kolekcji ludzi. Na mojej drodze spotka艂am wiele os贸b, kt贸rym bardzo du偶o zawdzi臋czam. Niekt贸re z tych os贸b sta艂y si臋 wa偶n膮 cz臋艣ci膮 mojego 偶ycia. Dzi艣 przedstawi臋 Wam pierwsz膮 z nich — dr Mary Henley Rubio.

W 2014 r. dosta艂am adres e-mailowy dr Rubio od Jannie Macneill, 偶ony Johna Macneilla (kuzyna LMM, kt贸rego narodziny zosta艂y odnotowane w Dzienniku LMM). Obydwie z Jannie zastanawia艂y艣my si臋, dlaczego w biografii jest informacja na temat pogrzebu dziadka Montgomery, kt贸ra nie zgadza si臋 z Dziennikami LMM (od razu zdradz臋 Wam, 偶e w polskiej wersji biografii b臋dzie przypis). Na pocz膮tku 2015 r. zdecydowa艂am si臋 napisa膰 pierwszy e-mail , kt贸ry zatytu艂owa艂am “Polscy 偶o艂nierze i pogrzeb dziadka Montgomery”. Godzin臋 p贸藕niej dosta艂am odpowied藕.馃檪 Mo偶ecie sobie wyobrazi膰 moje podekscytowanie. Po tym pierwszym mailu zacz臋艂y艣my ze sob膮 korespondowa膰 i, kiedy w maju 2015 r. wybra艂am si臋 do Ontario, dr Rubio zaprosi艂a nas do siebie. Przybyli艣my „uzbrojeni” w ksi膮偶ki, kt贸re dr Rubio mia艂a opatrzy膰 swoim podpisem. Tego dnia tylko troch臋 rozmawia艂y艣my o Maud, g艂贸wnie o jej 艣mierci. Dr Rubio zapyta艂a, czy znam jej artyku艂 w “Anne Around the World”. Nie zna艂am. Kiedy dojechali艣my do domu, artyku艂 czeka艂 na mnie w skrzynce e-mailowej. Z tego artyku艂u dowiedzia艂am si臋 dodatkowych informacji na temat 艣mierci LMM (m.in. jednej kwestii, o kt贸rej p贸藕niej zapomnia艂am i kt贸r膮 musia艂am odkry膰 ponownie - kwestii zagubionych 175 stron, kt贸re zosta艂y odnalezione i okaza艂y si臋 by膰 MASZYNOPISEM skr贸conej wersji Dziennika LMM. Ta informacja rzuci艂a nowe 艣wiat艂o na tzw. „list samob贸jczy” znaleziony na stoliku nocnym w sypialni Maud tego feralnego dnia - 24 kwietnia 1942 r.). Polscy czytelnicy dowiedz膮 si臋 o p贸藕niejszych odkryciach z przypisu, kt贸rego umieszczenie w biografii by艂o jednym z moich priorytet贸w. Dr Rubio podczas tej majowej wizyty bardzo zainteresowa艂a si臋 dronem mojego m臋偶a. Evan zrobi艂 kilka szybkich zdj臋膰 s膮siedztwa dr Rubio, kt贸re wys艂ali艣my e-mailowo po powrocie do domu. Mary by艂a zachwycona i przes艂a艂a je wszystkim s膮siadom. Kilka tygodni p贸藕niej poprosi艂a nas o zrobienie podobnych zdj臋膰 w Norval. 

W sierpniu 2015 r. wybrali艣my si臋 wi臋c ponownie do Ontario, na pro艣b臋 Mary. Pami臋tam, 偶e mia艂am zapalenie oskrzeli i czu艂am si臋 藕le, ale nie mogli艣my przesun膮膰 wizyty, gdy偶 czeka艂a nas podr贸偶 do Polski i by艂 to jedyny mo偶liwy termin. Poza tym mieli艣my si臋 zatrzyma膰 u dr Rubio! Tak! Mia艂am sp臋dzi膰 wi臋cej czasu ze s艂ynn膮 biografk膮!! Nie mog艂am straci膰 takiej szansy 馃檪 W sierpniu 2015 r. poznali艣my w Norval kilka wa偶nych os贸b. M.in. mia艂am okazj臋 odwiedzi膰 dom Elaine i Boba Crawford贸w (Elaine jest autork膮 ksi膮偶ki z przepisami Maud) i pozna膰 Kathy Gastle, kt贸ra jest si艂膮 nap臋dow膮 wszystkich projekt贸w zwi膮zanych z LMM w Norval. Najwa偶niejsze jednak by艂o to, 偶e wraz z dr Rubio pojechali艣my do Glen Williams, kt贸rego wcze艣niej nie widzia艂am. Odwiedzili艣my cmentarz, na kt贸rym Mary wskaza艂a nam gr贸b Idy i Ernesta Barraclough, przyjaci贸艂 Maud i Ewana (po 艣mierci Ernesta okaza艂o si臋, 偶e by艂 on niezwykle „barwn膮” postaci膮 – szczeg贸艂贸w dowiecie si臋 czytaj膮c biografi臋), a tak偶e ich przepi臋kny dom (w艂a艣nie tam Mary najbardziej 偶a艂owa艂a, 偶e nie mo偶emy by膰 muchami na 艣cianach jadalni podczas wizyt Macdonald贸w). 

W 2016 r. odbywa艂a si臋 w Toronto premiera adaptacji „Ani z Zielonego Wzg贸rza” z Ell膮 Ballentine, na kt贸r膮 dosta艂am zaproszenie. W ci膮gu 9 miesi臋cy szykowa艂a si臋 trzecia podr贸偶 do Ontario, tym razem w zimie. Kiedy Mary dowiedzia艂a si臋, 偶e jedziemy do Toronto, bez wahania zaproponowa艂a sw贸j dom jako nasz膮 baz臋. Przyznam, 偶e czu艂am si臋 niezbyt komfortowo, ale ch臋膰 sp臋dzenia z Mary kolejnych godzin wzi臋艂a g贸r臋. Podczas tej wizyty pozna艂am Jen Rubio i Ruby (c贸rk臋 i wnuczk臋 Mary), zobaczy艂am pierwszy egzemplarz „Readying Rilla”, kt贸rego publikacji podj臋艂o si臋 wydawnictwo, w kt贸rym pracowa艂a Jen i po raz pierwszy pojecha艂am do Archiwum Biblioteki Uniwersytetu w Guelph ze s艂ynn膮 Mary Rubio! Zrobi艂am w贸wczas kilka zdj臋膰 (m.in zrobi艂am zdj臋cie tzw. „listu samob贸jczego”), ale najbardziej prze偶ywa艂am to, 偶e jestem tam z Mary ni偶 dokumenty, kt贸re widzia艂am. 

Zauwa偶yli艣cie z pewno艣ci膮, 偶e w kt贸rym艣 momencie dr Rubio sta艂a si臋 dla mnie Mary – po Jej licznych naleganiach na to, abym przesta艂a zwraca膰 si臋 do niej „dr Rubio”. 馃檪

W 2016 r. Jen i Ruby odwiedzi艂y M贸j Wymarzony Dom na Wyspie Ksi臋cia Edwarda. Mary niestety nie przylecia艂a na konferencj臋, gdy偶 nieszcz臋艣liwy wypadek w Leaskdale spowodowa艂, 偶e mia艂a problemy z chodzeniem.

W 2018 r., kiedy by艂a na Wyspie moja siostra, Mary odwiedzi艂a Blue Moon. Przywi贸z艂 J膮 Dan Waterston (syn Elizabeth Waterston). Mary nie chcia艂a zobaczy膰 tego, co zrobiono w Ingleside ani pojecha膰 do Muzeum Ani. Chcia艂a wyrwa膰 si臋 z konferencji, 偶eby odwiedzi膰 Blue Moon ❤ ❤ ❤ Pami臋tam, 偶e swoim aparatem zrobi艂a zdj臋cia mojego widoku na Muzeum George’a (dla Niej jest to Muzeum George’a). By艂a zachwycona tym, 偶e uda艂o mi si臋 kupi膰 ten dom.

Mi臋dzy 2018 a styczniem 2020 roku du偶o ze sob膮 pisa艂y艣my. Jak wiecie, w 2019 r. zn贸w pojechali艣my do Ontario. Tym razem misj膮 by艂o dostarczenie Goga i Magoga (historia ta jest na blogu). Zn贸w zatrzymali艣my si臋 u Mary, naszej przyjaci贸艂ki ❤ Od marca 2021 r. Mary bardzo podupad艂a na zdrowiu. Obecnie g艂贸wnie dowiaduj臋 si臋 od Jen, co dzieje si臋 z Mary. Ostatnio rozmawia艂y艣my ze sob膮 telefonicznie w grudniu ubieg艂ego roku, ale miesi膮c temu Jen zadzwoni艂a do mnie podczas wizyty u Mary, 偶eby m贸c przekaza膰 Jej, jak idzie praca nad polskim t艂umaczeniem biografii. Mi臋dzy innymi chcia艂am ustali膰 z nimi kwesti臋 przypis贸w do polskiego wydania.

Dom Mary zosta艂 sprzedany w listopadzie ubieg艂ego roku. Wizyta w 2019 r. by艂a ostatni膮 馃檨 W tym domu Mary go艣ci艂a badaczy 偶ycia i tw贸rczo艣ci LMM z ca艂ego 艣wiata. W tym domu odwiedza艂 j膮 te偶 Stuart Macdonald, syn LMM. Cho膰 Was z pewno艣cia bardziej zaciekawi to, 偶e wiele lat przede mn膮 sp臋dzi艂a tam kilka dni 艣p. Barbara Wachowicz, kt贸ra wraz z Mary, Jej M臋偶em i dr Waterston wybra艂a si臋 na Wysp臋 Ksi臋cia Edwarda. Mary wraz z Barbar膮 Wachowicz i Jean Little (pisark膮 kanadyjsk膮) szuka艂y wyspy Barney’a Snaitha z „B艂臋kitnego zamku”, a Jean napisa艂a na ten temat wiersz. 馃檪

Dom Mary b臋d臋 zawsze wspomina艂a z wielkim sentymentem. W tym domu czu艂o si臋, 偶e r贸d J贸zefa 偶yje i ma si臋 dobrze. B臋d臋 zawsze wdzi臋czna LMM, 偶e dzi臋ki niej pojawi艂a si臋 w naszym 偶yciu Mary Rubio.

Ju偶 w marcu b臋dziecie mieli okazj臋 przeczyta膰 biografi臋 „Lucy Maud Montgomery: The Gift of Wings” autorstwa dr Mary Henley Rubio w przek艂adzie Magdaleny Koziej. Bardzo jestem ciekawa, jak odbierzecie t臋 biografi臋. Dla wielu b臋dzie to fascynuj膮ca lektura...


Dr Mary Rubio w Archiwum Biblioteki Uniwersytetu w Guelph