26.01.2016

Stycze艅





W styczniu Deszczowy Dom zawis艂 w po艂owie drogi pomi臋dzy r贸偶owo-niebieskim odleg艂ym sklepieniem a szarymi koronkami drzew.
Dziesi膮ta rano zastaje Jareck膮 w szlafroku, przy kuchennym stole, wgapion膮 bezmy艣lnie w szklany ekran okna.
Obraz 艣nie偶y.

...


S艂owniczek Pi膮tka puchnie z dnia na dzie艅.
Mniam mniam - je艣膰
O-o-o - chc臋 umy膰 z臋by
Ciuch ciuch  - chcia艂bym obejrze膰 Stacyjkowo
Opalala - we藕 mnie na r臋ce
Tatom blom blom - chc臋 gdzie艣 pojecha膰 z tat膮 samochodem
Pupa bleee - zdaje si臋, 偶e trzeba zmieni膰 mi pieluch臋
Bapcia alo - chc臋 zadzwoni膰 do babci, daj偶e mi, do jasnej anielki, swoje aloooo!
Tata lala o艂 je - tatusiu, prosz臋, w艂膮cz mi ten teledysk Guns'n'roses, chc臋 popatrze膰, jak gra Slash

Co  ciekawe, w dalszym ci膮gu Pi膮tek nie ma s艂owa na okre艣lenie Tr贸jki.
Wieczorem modli si臋: mama, tata, mimi, maja, TO, nina, tadzio, dommm.

Pa艅stwo si臋 przy艂膮cz膮.


Za艣 z lakonicznej formy posta Pa艅stwo nie wnosz膮 pochopnie, 偶e co艣 nie teges.


Ot, stycze艅, minie :)

15.01.2016

Co si臋 w Deszczowym Domu DZIA艁O















Jaka to frajda dzierga膰 takie literki!
Jak si臋 cz艂owiek rozp臋dzi to nie mo偶e przesta膰. 艁atwe to nie jest z przytroczonym do nogi kilkunastokilogramowym m艂odzie艅cem, kt贸ry pragnie zrobi膰 sobie z takiej literki blom-blom albo o-ko, albo koron臋 na g艂ow臋.

To jeszcze nie koniec, uprzedzam :)

We can do it!

Rok pa艅ski 2016 zasta艂 Jareck膮 w fotelu pasa偶era, w g艂臋bokiej awersji do czynno艣ci kuchennych.


Zacz臋艂o si臋 tak: Jarecka spojrza艂a w g艂膮b siebie jak w studni臋, krzykn臋艂a HOP HOP a echo odpowiedzia艂o jej: no we藕, Jarecka, przecie偶 ty naprawd臋, ale to naprawd臋, nie masz ochoty wyje偶d偶a膰 na 艣wi臋ta.
Najbli偶sza z punktu widzenia topografii rodzina Jareckich zdecydowana by艂a obra膰 艣wi膮teczny kurs w rodzinne strony, sta艂o si臋 wi臋c jasne, 偶e Jareccy sp臋dz膮 Wigili臋 sami, w swoim skromnym, siedmioosobowym gronie.
Dziatwa uderzy艂a w p艂acz; Dziadkowie! Kuzyni! WI臉CEJ prezent贸w!
Jarecka nie ugi臋艂a si臋 pod naciskiem, na drugiej szali zaleg艂o bowiem: pakowanie, pakowanie oraz planowanie, kt贸re jest niebywale m臋cz膮ce (cho膰 nie a偶 tak, jak brak plan贸w).

Wkr贸tce samoch贸d dowi贸d艂 s艂uszno艣ci hegemonicznej decyzji Jareckiej psuj膮c si臋 porz膮dnie ju偶 w wigilijny wiecz贸r. Natychmiast po 艣wi臋tach zosta艂 odstawiony do najbli偶szego mechanika, tego, kt贸ry "ma czysto"(widzia艂 kto kiedy czysty warsztat samochodowy? Jest taki, na Zaogoniu).

A skoro mowa o porz膮dku, w toku przed艣wi膮tecznych przygotowa艅 - na kt贸re mo偶na by machn膮膰 r臋k膮 w przypadku wyjazdu do Dziadk贸w - Jarecka poczyni艂a pewne przykre spostrze偶enia i powzi臋艂a 艣rodki zaradcze.
- Jarecki! - oznajmi艂a - jest taki problem. Powa偶ny, tote偶 oczekuj臋 od ciebie konkretnych propozycji, nie frazes贸w typu "jako艣 to zorganizujemy". Tu potrzeba systemowych rozwi膮za艅!
Tu zawiesi艂a g艂os i gdy ju偶 dostatecznie zaciekawi艂a Jareckiego, przyst膮pi艂a do rzeczy:
- Nie radzimy sobie ze sprz膮taniem. Mnie ca艂e dnie up艂ywaj膮 na wo偶eniu dzieci do szk贸艂 i nazad, gotowaniu, odgrzewaniu (tu nast膮pi艂a drobiazgowa i w istocie osza艂amiaj膮ca lista zaj膮膰, kt贸rej stopnia trudno艣ci i tak nie ogarnie ten, kto nie zna Pi膮tka) a ty przewa偶nie jeste艣 w pracy. Owszem, w ci膮gu dnia miewam czas na odpoczynek. Ale przecie偶 nie mog臋 go po艣wi臋ci膰 na pucowanie wanny, bo kiedy艣 MUSZ臉 odpoczywa膰!
Jarecki si臋 zgodzi艂, musi.
- Szorowa艂am dzi艣 szczotk膮 k膮ty w 艂azience, na kolanach, i zobaczy艂am co si臋 dzieje pod umywalk膮 - kontynuowa艂a dramatycznie Jarecka - tak by膰 nie mo偶e. Albo umawiamy kogo艣 do sprz膮tania albo wyznaczamy sobie jeden ca艂y dzie艅 raz na jaki艣 czas i wtedy jedno z nas musi zabra膰 gdzie艣 dzieci na ca艂y dzie艅 a drugie ca艂y ten dzie艅 sprz膮ta膰 (tu Jarecka popad艂a w g艂臋boki namys艂, co tak naprawd臋 wola艂aby robi膰 i rozpaczliwy j臋k rozdar艂 jej trzewia).
- Dobrze - odpar艂 dzielnie Jarecki najwidoczniej rozdarty wewn臋trznie tym samym spazmem - wkr贸tce co艣 postanowimy.

W przeddzie艅 Sylwestra w艂a艣ciciel czystego warsztatu, schludny czterdziestolatek w firanki czesany doni贸s艂, 偶e owszem, usun膮艂 skutek, lecz przyczyny usun膮膰 nie da rady i Jarecki, dziwnie czemu艣 smutny, odstawi艂 samoch贸d do najpierwszego speca, Ry偶ego Mechanika z Przedmie艣cia, tego samego, kt贸ry w piegowatej d艂oni wci膮偶 dzier偶y 250 z艂 Jareckich.
Znaczy艂o to ni mniej ni wi臋cej, 偶e to Jarecki b臋dzie pe艂ni艂 funkcj臋 sylwestrowego szofera, gdy偶 Jarecka zapomnia艂a ju偶, jak prowadzi si臋 samoch贸d z manualn膮 skrzyni膮 bieg贸w, a w tak膮 w艂a艣nie zasobny jest s艂u偶bowy w贸z Jareckiego.
A zatem, tak, Jarecki nie wypije ani drinka-drineczka z koleg膮 Lekarzem i koleg膮 Lekarza, lekarzem.
Oraz z Jareck膮 i 偶onami lekarzy, dodajmy.

I oto widzimy Jareckiego w weso艂ej kompanii jak grzebie widelcem w talerzu pe艂nym specyja艂贸w, popija col膮 i zerka na zegar.

...

Tymczasem ferie 艣wi膮teczne dobieg艂y ko艅ca i brak samochodu zacz膮艂 Jareckiej mocno doskwiera膰. Pospolite punkty dnia codziennego, jak zakupy w Biedronce czy kurs na poczt臋 - nie m贸wi膮c o zwyk艂ej logistycznej obs艂udze uczni贸w! - znalaz艂y si臋 poza jej zasi臋giem.
Ponadto w dalszym ci膮gu trzyma艂a Jareck膮 w czu艂ym u艣cisku niech臋膰 do przygotowywania posi艂k贸w, co mia艂o oczywi艣cie zwi膮zek z nadu偶yciem tych funkcji w okresie przed艣wi膮tecznym. Co - powt贸rzmy - nie mia艂oby miejsca, gdyby Jareccy, jak co roku, sp臋dzili 艣wi臋ta w szerszym rodzinnym gronie.

Lecz czym by艂by cz艂owiek bez 偶elaznej woli, kt贸ra za nic ma okoliczno艣ci!
Czeg贸偶 cz艂owiek nie dokona, gdy si臋, zawe藕mie, napnie jak te rze藕by na MDM-ie, nat臋偶y jak murarz co podaje ceg艂臋? Gdy zaplanuje, gdy MUSI?

- Zaraz wracam - rzuci艂 Jarecki wyskakuj膮c z samochodu pod sklepem.
By艂o niedzielne popo艂udnie.
Rodzina Jareckich w艂a艣nie udawa艂a si臋 na jase艂ka a poniewa偶 Jarecka nie mia艂a ochoty upiec ciasta na pocz臋stunek zaplanowany po przedstawieniu, Jarecki zboczy艂 do Biedronki.
Na parkingu by艂o t艂oczno i Jarecki wcisn膮艂 si臋 na wolne miejsce z brzegu, nieco tylko wystaj膮c bry艂膮 wozu poza lini臋.
- Chyba si臋 zmieszcz膮, nie? - rzuci艂 niedbale wysiadaj膮c.
Jarecka r贸wnie niedbale rzuci艂a okiem na zw臋偶on膮 drog臋 przejazdow膮 i stwierdzi艂a ponad wszelk膮 w膮tpliwo艣膰, 偶e samoch贸d osobowy przejedzie obok SPO-KOJ-NIE.
Tak, oczywi艣cie, prawo Murphy'ego jest nieub艂agane.
Gdy tylko drzwi sklepu zamkn臋艂y si臋 za Jareckim, w okno Jareckiej za艂omota艂 kierowca wielkiej ci臋偶ar贸wki (niedzielne popo艂udnie, przypomnijmy), kt贸ry niewerbalnie da艂 do zrozumienia, 偶e chcia艂by t臋dy, kurde blaszka, przejecha膰!
C贸偶 by艂o robi膰.
Jarecka wyj臋艂a telefon,
Jarecki nie odbiera艂.
Wzi臋艂a kluczyk.
Przesiad艂a si臋 i przez chwil臋 odgruzowywa艂a w z艂ogach pami臋ci d艂ugotrwa艂ej "kt贸re to sprz臋g艂o??"
Nast臋pnie nadepn臋艂a, przekr臋ci艂a, wrzuci艂a bieg i - w imi臋 Ojca! - ruszy艂a. Postawi艂a samoch贸d kilka miejsc dalej, wy艂膮czy艂a silnik i wtedy na ty艂ach samochodu rozleg艂y si臋 brawa.
- Mamo! - jod艂owa艂y okrutne stwory - brawo ty!
- Dzi臋kuj臋 dzieci.
- M贸wi si臋: brawo ja.
Okrutne, krwio偶ercze stwory.


Wszystko si臋 da, tak brzmi b艂yskotliwa puenta.


- Jarecki! Co ty zrobi艂e艣 z 艂azienk膮?! Jak tu l艣ni!
- Wkr臋ci艂em mocniejsza 偶ar贸wk臋.

1.01.2016

Wpad艂a gruszka do fartuszka...







A za gruszk膮, wiadomo, dwa jab艂uszka




A potem ju偶 sypn臋艂o obficie




I oto, co wynik艂o z tej fuzji:









Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...