sobota, 26 maja 2018

B艂yszcza艂y mi oczy jak te pola po burzy, gdy zostawia艂am we wstecznym lusterku tarcz臋 chyl膮cego si臋 ku zachodowi, mazurskiego s艂o艅ca.
Jak dobrze m贸c wsi膮艣膰 o 艣wicie w samoch贸d i ruszy膰 w p贸艂nocnym kierunku, na jeziora, do las贸w szumi膮cych, do dobrych ludzi. Im bli偶ej by艂am, tym bardziej otwiera艂o si臋 moje zaci艣ni臋te z t臋sknoty serce. A ten momenty, gdy wje偶d偶asz w t臋 krain臋... ju偶 wiesz, 偶e tam jeste艣. 艁膮ki zaczynaj膮 szepta膰 cicho, lasy staj膮 mniej mroczne, s膮 jak dobry sen, jak dobry duch, kt贸ry otula twoje d艂onie mi艂o艣ci膮.
Gdy ju偶 tam jeste艣, usta zamykaj膮 si臋, a 偶y艂y w ciele zaczynaj膮 艣piewa膰 jak ptaki w艣r贸d trzcin nadjeziornych. Nie ma, och, nie ma nic co mog艂oby by膰 pi臋kniejsze.
Rzodkiewki z ogr贸dka, ostre, 偶e a偶 szczypi膮 w j臋zyk. Strych pe艂en skarb贸w. Rozmowy 艂贸dek przycumowanych do pomostu. 艢niadanie pod w艂oskim orzechem, kt贸ry miesza li艣膰mi herbat臋 Earl Grey.
I gdy tak wracasz, a 艂zy sp艂ywaj膮 do k膮cik贸w oczu, wiesz, 偶e wcale nie wracasz. 呕e zostawi艂e艣 tam ca艂膮 dusz臋, wszystkie oddechy. 呕e powierzy艂e艣 tej puszczy swoje marzenia, 偶e w korze drzew wyry艂e艣 t臋sknot臋, kt贸rej si臋 nigdy nie zape艂ni.
Ju偶 nigdy nie b臋dzie takiej wiosny, ju偶 nigdy nie b臋dzie takiego lata. Bez Mazur jakby bez r臋ki.

Wr贸ci艂am. Otulana przez przedwieczorne mg艂y. Wiedziona mi艂o艣ci膮 do nierzeczywisto艣ci ukochanych r膮k. Prowadzona t臋sknot膮 do drugiej najdro偶szej pary malutkich d艂oni, kt贸re nazajutrz wyci膮gn膮 si臋 do mnie o poranku.


czwartek, 21 grudnia 2017

Drugi papieros z rz臋du zawsze ko艅czy si臋 szybciej i niepostrze偶enie parzy palce. Budz臋 si臋 wtedy z zamy艣lenia i czas wraca膰 do rzeczywisto艣ci. W tej nierzeczywisto艣ci spowitej dymem zawsze maluj臋 obrazy. P艂贸tna i kartki zape艂niaj膮 si臋 wizerunkami kobiet z sercami i 偶y艂ami na wierzchu. Kwiatami z wyobra藕ni. Rozwianymi w艂osami. J. zawsze pyta, czemu maluj臋 smutne "demony". Sk膮d mog臋 wiedzie膰, to moje r臋ka i serce s膮 w tajemnej zmowie i tworz膮 takie obrazy. Poza tym, co mo偶e kleci膰 kto艣, kto kocha si臋 w 偶y艂kach na powiekach delikatnych jak 艣wie偶o zamarzni臋te ka艂u偶e, w nocnym niebie nieuchwytnym dla ludzkich r膮k, paj臋czynach ca艂ych w porannej rosie, malutkich sikorkach, kopciuszkach i rudzikach. Co mo偶e zmalowa膰 kto艣, komu serce dr偶y, gdy s艂yszy szum drzew, kto chodzi艂 na wielogodzinne samotne spacery przepe艂nione cisz膮 traw i zapachem 偶niw. 

Wielce mi do tego t臋skno... do tych malutkich rzek, co mi nadal p艂yn膮 w 偶y艂ach, do rozlewisk, kt贸re wiosn膮 krzycz膮 mi zast臋pami ptak贸w wracaj膮cych z cieplejszych kraj贸w w przestrzeni mi臋dzy obojczykach. Do uciekania z hukiem jak kormoran wyp艂oszony z trzciny. Do kochania w kszta艂cie mazurskich pag贸r贸w. 

Dlaczego musia艂am urodzi膰 si臋 pod t膮 gwiazd膮, kt贸ra 艣wieci najja艣niej, gdy jest niezale偶na? 

Zatem rzeczywisto艣膰 mnie gubi, w kt贸rej zawsze trzeba by膰 od czego艣 zale偶nym. A najbardziej boli mnie niespe艂nienie w tym pozornym spe艂nianiu si臋... o czym m贸wi臋? O malowaniu na zam贸wienie, pod dyktando, o szukaniu jakiego艣 kompromisu. Wi臋c p艂on膮c, wypalam si臋.... jak drugi papieros, szybko i po cichu. Maj膮c 艣wiadomo艣膰 tego, 偶e sama jestem dla siebie najlepszym kompasem, gin臋 w ch臋ci dogadzania innym, w ch臋ci sprostania wymaganiom innych. 

To mnie zabija bardziej ni偶 te papierosy. 

pi膮tek, 10 listopada 2017

Wracam.

Jaki艣 tydzie艅 temu zajrza艂am na bloga. Zdziwi艂o mnie, 偶e ostatni wpis jest sprzed prawie dw贸ch lat. Dzi艣 postanowi艂am zalogowa膰 si臋 pierwszy raz od miesi臋cy. No tak. W eterze wisz膮 trzy nieopublikowane posty. To chyba przez to to zdziwienie, bo pamietam, 偶e co艣 pisa艂am. Przynajmniej pr贸bowa艂am. Nie by艂o mnie d艂ugo. Zbiegi okoliczno艣ci i przypadki przynios艂y mnie tu na nowo.

Przez ten cichy czas, w moim 偶yciu zmieni艂o si臋 wiele. I by艂o nadzwyczaj g艂o艣no od zdarze艅. Przejecha艂am w艂asnym samochodem prawie 10tys. Kilometr贸w przez ten czas. By艂am w paru miejscach na 艣wiecie. Zar臋czy艂am si臋 na le艣nej mazurskiej polanie. Planowali艣my przecudny 艣lub nad Bugiem a w mi臋dzy czasie planowali艣my dziecko, i my艣leli艣my, 偶e to wszystko ogarniemy, ale koniec ko艅c贸w nam si臋 odechcia艂o i z dnia na dzie艅 postanowili艣my wzi膮膰 cichy 艣lub w lutym tego roku. Zatem mam m臋偶a. I tak, mamy syna. Od 7 miesi臋cy jest nas tu wi臋cej :)

Zawodowo - zarabiam na tym, co kocham, czyli na malowaniu i fotografowaniu. 呕y膰 nie umiera膰.

Wr贸ci艂am. Przywia艂y mnie tu chyba te orkany. Co艣 mi namiesza艂y zn贸w w g艂owie. Zacz臋艂am szuka膰 siebie na nowo. Za bardzo si臋 zatraci艂am w tej pracy, kt贸ra jest jakim艣 kompromisem, hybryd膮 moich umiej臋tno艣ci i oczekiwa艅 klient贸w. A ze mnie przecie偶 niepokorny duch i d艂ugo tak nie mog臋. Zacz臋艂am si臋 czu膰 nieswojo. Ju偶 od d艂u偶szego czasu. Czu艂am, 偶e zacz臋艂am by膰 jak inni, wtapia膰 si臋 w t艂um, a przecie偶 ja nie z tych. To wcale nie przez macierzy艅stwo. To przez oczekiwania, ch臋膰 bycia samodzieln膮 i, paradoksalnie, niezale偶n膮. 艁ama艂am sobie o艂贸wki na tym, co nie wychodzi z mojego wn臋trza. 艁ama艂am sobie serce. Sama sobie. Kocham robi膰 kartki, ale przecie偶 wizja by艂a inna. Mia艂y by膰 inne ni偶 wszystko, a nie jak algorytmicznie wyszukane na instagramie lub dopasowane do gustu wi臋kszo艣ci spo艂ecze艅stwa, a wiadomo jaki ten gust w naszym kraju jest... cel mam jeszcze inny, pu艂ap wysoki, ale na pewno nie osi膮gn臋 go zostaj膮c przyj臋tym co robi艂am do tej pory, nie tworz膮c


w艂asnego, autorskiego portfolio. Dlatego ostatnio odm贸wi艂am kilka zlece艅. By doj艣膰 po raz kolejny
do siebie. Znale藕膰 do siebie drog臋. Cz臋ste u mnie to oddalanie si臋. Tyle w tym temacie.

Jak ju偶 pisa艂am, zmieni艂o si臋 wiele. Wiele nowego si臋 pojawi艂o. Odwiedzi艂am Islandi臋. Odwiedzi艂am Tatry. W trzecim miesi膮cu chodzi艂am po oblodzonych szlakach. Ca艂膮 ci膮偶e pracowa艂am. Je偶d偶膮c po ca艂ej Polsce z aparatem czy siedz膮c przy biurku umazana farbami. Co si臋 zmieni艂o we mnie? Jestem bardziej pewna siebie i swego. Akceptuj臋 siebie bardziej.

Jak jest by膰 偶on膮? Normalnie. Jak jest by膰 mam膮? Normalnie. Jest to naturalne jak oddychanie. Czy pojawienie si臋 dziecka co艣 zmienia? Nie wiem. Dla mnie chyba nie. Tylko tyle, 偶e jest na 艣wiecie dodatkowa osoba do kochania. Nie narzekam. Jest 艣wietnie. Tak jak zwykle by艂o przed. Tylko czasem trzeba co艣 odpu艣ci膰. Ale kiedy艣 przecie偶 czasem odpuszczali艣my,  bo nam si臋 nie chce. A teraz czasem po prostu nie mo偶na. Trzeba by膰 wyrozumia艂ym dla 偶ycia. 艢wiat nie wywr贸ci艂 si臋 do g贸ry nogami. On si臋 poszerzy艂 o nowe do艣wiadczenia. Ale nie wiem czy chc臋 o tym wiele pisa膰. Kiedy艣 przysi臋gam sobie, 偶e nigdy nie wpisze w swoje CV, 偶e jestem 偶on膮 b膮d藕 matk膮, gdy偶 nie to stanowi o mojej osobie, o tym, kim jestem. Jedyne co mog臋 zmieni膰 w biogramie, to dopisa膰 drugie nazwisko.

Tak偶e...

Deszcz pada. To oczywiste w tym miesi膮cu. Nie dziwi mnie to, bo urodzi艂am si臋 z tym deszczem we krwi. S艂o艅ce zamkn臋艂o si臋 w schowku na miot艂y. Wiem, bo czasem zamykam si臋 tam razem z nim. Nie za bardzo mnie lubi, bo kto by lubi艂 dziewczyn臋 - listopad.
Zmiana czasu jest jak zmiany w 偶yciu. Na chwil臋 sprawia, ze chodzi si臋 jak na kacu. Jest ciemniej i chodzi si臋 po omacku. Nag艂e zmiany s膮 jak sen na jawie, nie wiadomo co jest prawd膮, a co snem. Ostatnie miesi膮ce p艂yn膮 tak szybko, 偶e ci臋偶ko uwierzy膰 w rzeczywisto艣膰. I dopiero gdy stajesz przed lustrem i dotykasz blizny nad 艂onem, czujesz jej r贸偶owy, poprzeczny grzbiet, wiesz, 偶e to wszystko prawda. Blizna po dziecku pod blizn膮 po matce. Ta, z kt贸rej jestem dumna. Otoczona purpurowymi nitkami rozst臋p贸w jak rw膮cym potokami widzianymi z powietrza. Historia ostatnich kilkunastu miesi臋cy w jednym miejscu.

Cze艣膰... jestem Ewa, wr贸ci艂am.






wtorek, 16 lutego 2016

Inspiracje...

Przerwa. Farba schnie. Akwarela wsi膮ka powoli w papier. Robi to w swoim rytmie, tworz膮c przy tym spontaniczne plamy, kt贸rych nie da艂oby si臋 zaplanowa膰. W przerwie jeszcze g艂臋biej ws艂uchuj臋 si臋 w muzyk臋 prosto z Islandii - krainy marze艅. W g艂owie wtedy spokojniej p艂yn膮 my艣li. A ostatnio nie mog艂am nad nimi zapanowa膰. W dzie艅 jakby snu艂y si臋 w malignie po g艂owie przynosz膮c md艂o艣ci i senno艣膰. Noc膮 nie dawa艂y zasn膮膰, obijaj膮c si臋 jak kauczukowa pi艂ka w mojej g艂owie. Dopiero dzi臋ki lekom mog艂am si臋 upora膰 z tym dziwnym stanem, pouk艂ada膰 my艣li i nabra膰 si艂y. My艣li r贸偶ne by艂y - o przysz艂o艣ci, o kolorze szal贸wki, o dachu nad tarasem lub jego braku, o prawie jazdy, o zobowi膮zaniach i inne takie tam zwyk艂e. By艂y te偶 te o moim kleceniu ilustracji. No i w ko艅cu pouk艂ada艂am to sobie w g艂owie. Spok贸j przyszed艂 dzi臋ki zamkni臋ciu wszystkich prac, po ustaleniu nowych zasad na ten rok i u艣wiadomieniu sobie, 偶e w ko艅cu mam WOLNE.
Zastanawia艂am si臋 nad t艂em, nad historiami, nad osadzeniem moich pomys艂贸w w jakiej艣 nierzeczywistej rzeczywisto艣ci. Co by tu zrobi膰, by koniec ko艅c贸w nie ucieka膰 si臋 po raz kolejny do namalowania nagiej postaci. Przecie偶 musz臋 czasem w co艣 ubra膰 tych moich ludzi. A niestety nie jestem dobrym projektantem ubra艅. Musz臋 te偶 czasem wymy艣li膰 jakie艣 wn臋trze. A mo偶e jaki艣 dom ( architektem te偶 nie jestem ). Wtedy zacz臋艂o si臋 wszystko przeja艣nia膰. Przecie偶 kocham wszystko, co ludowe. Drewniane domy, pasiaki, koronki i hafty, kolorowe sp贸dnice, krzy偶e przy drogach z powiewaj膮cymi wst膮偶kami. Lubuj臋 si臋 w ba艣niach i legendach, ale jako艣 nie wyobra偶a艂am sobie si臋ga膰 po Kopciuszka, ale przecie偶 mamy pi臋kne polskie legendy i wierzenia, tradycje, obyczaje ( zaczynam zbiera膰 wszelkie takie... je艣li kto艣 ma co艣 do polecenia, bardzo prosz臋 o pomoc ;) ). Lubi臋 ten klimat gdzie艣 na pograniczu poga艅skich opowie艣ci, bogobojno艣ci i ludzkiej wyobra藕ni. Mrok i smutek. Historie zza 艣wiat贸w. Nie chc臋, by kto艣 mnie nazwa艂 patriotk膮, bo chyba do tego mi daleko, ale blisko mi do klimat贸w ludowo艣ci, romantycznych wierszy i wiary w si艂y przyrody. My艣l臋, 偶e najodpowiedniejszymi klimatami dla mnie b臋dzie polska wie艣 sprzed lat oraz okolice Oceanu Atlantyckiego ( Islandzkie sagi, elfy i mg艂y ).
Zatem siad艂am do komputera i przeszpera艂am allegro w poszukiwaniu ksi膮偶ek o danej tematyce. M贸j nowy listonosz nie wyrabia si臋 z przywo偶eniem pakunk贸w pod nasze drzwi. Niekt贸re ksi膮偶ki pachn膮ce nowo艣ci膮, inne z po偶贸艂k艂ymi ju偶 kartkami o zapachu kurzu i wilgoci. Nied艂ugo nie b臋dzie mnie mo偶na znale藕膰 w tych stertach ksi膮偶ek po prawej i farb po lewej.

Wi臋c wracam do malowania. Zanurzam p臋dzel we 艣nie. I gdy tak maluj臋, marz臋 ju偶 sobie o ma艂ej pracowni na pi臋trze, z widokiem na rzek臋, z oknem, w kt贸re b臋d膮 puka膰 drzewa i b臋d膮 zagl膮da膰 wiewi贸rki, w kt贸rej przez ca艂y dzie艅 b臋dzie jasno i ciep艂o.


pi膮tek, 5 lutego 2016

fuerte fuerte

Chcia艂am zrobi膰 wpis ze zdj臋ciami z podr贸偶y na Fuerteventur臋. Ale wybra艂am ich dwie艣cie i nie s膮dz臋, 偶eby to by艂 dobry pomys艂, by zam臋cza膰 nimi kogokolwiek. W ko艅cu to ca艂y szpaler zwyk艂ostek, streetowych zdj臋膰, troch臋 krajobrazu. Zupe艂ny brak 艂adu i sk艂adu. I zupe艂nie za du偶o. Mog艂abym wybra膰 mo偶e o sto pi臋膰dziesi膮t zdj臋膰 mniej, ale te偶 nie widz臋 w tym sensu. Wtedy ten ca艂y tydzie艅 z aparatem nie mia艂by sensu. Zrobi艂am film z tego wyjazdu wykorzystuj膮c tylko u艂amek materia艂u, kt贸ry przywioz艂am ze sob膮. Nic nadzwyczajnego, zwyczajny pami膮tkowy kr贸tki film.
Przywioz艂am te偶 jedno uczucie, kt贸rego nie da si臋 pokaza膰, nie mam nawet potrzeby podzielenia si臋 nim i nie ma wystarczaj膮cych 艣rodk贸w w ludzkim j臋zyku, by m贸c je opisa膰 - mi艂o艣膰 do tego miejsca, zupe艂ne zauroczenie. S膮 takie miejsca, w kt贸rych odcina si臋 kawa艂ek serca i zostawia na jakim艣 kamieniu. P贸藕niej czuje si臋 t臋sknot臋 i potrzeb臋 powrot贸w.

Fuerta by艂a wyborem spontanicznym. Jak zwykle w naszym przypadku. Nie pojechali艣my tam z my艣l膮, 偶e odpoczniemy, wygrzejemy si臋 na s艂o艅cu i nie b臋dziemy wychodzi膰 za ogrodzenie hotelu. Dla nas takie wyjazdy nie maj膮 sensu. Nikt nie ma prawa ocenia膰 偶adnego miejsca, je艣li nie zjecha艂 go, nie przeszed艂, nie spr贸bowa艂 poczu膰, zrozumie膰. Wynaj臋tym samochodem zje藕dzili艣my w tydzie艅 ca艂膮 wysp臋. Od po艂udnia po p贸艂noc. Od wschodu na zach贸d. Przygl膮dali艣my si臋 ludziom, zagl膮dali艣my w ka偶d膮 szczelin臋 w膮wozu, nas艂uchiwali艣my szumu fal i grzechotu kamieni na brzegu. Palmy wydawa艂y d藕wi臋ki podobne do deszczu. Fale hucza艂y jak wiosenna burza. Piasek przesypywa艂 si臋 znad Sahary, przez Ocean i wczepia艂 si臋 w nasze w艂osy. St膮pali艣my po wulkanie. Krajobrazy rodem ze zdj臋膰 z 艂azika Curiosity. Byli艣my na Marsie. Tylko takim ciep艂ym i mi艂ym. W takich miejscach chcia艂oby si臋 zmieni膰 w kota, przycupn膮膰 gdzie艣 na nagrzanej czarnej skale, jak na kaflowym piecu, zwin膮膰 si臋 w k艂臋bek i zosta膰 ( chodzi膰 swoimi 艣cie偶kami, przegania膰 wiewi贸rki, s臋pi膰 turyst贸w o jedzenie ).

Wierz臋, 偶e to by艂 taki ciep艂y wst臋p do Islandii, kt贸r膮 w ko艅cu uda si臋 nam odwiedzi膰. Ostatnio musieli艣my odwo艂a膰 bilety. Bo ta Fuerta to taka Islandia, tyle, 偶e ciep艂a i z palmami, s艂o艅cem bardziej gor膮cym  ni偶 herbata , kt贸re na moim nosie i policzkach zostawi艂o 艣lad w postaci pieg贸w. 

( film w linku, a wi臋cej zdj臋膰 zdarzy si臋 tu : http://zwyklostka.tumblr.com/ )


 

wtorek, 22 wrze艣nia 2015

.........

Klucze 偶urawi zamykaj膮 drzwi nieba. Tej zimy wszyscy trafimy do piek艂a. Skryjemy si臋 pod ziemi膮 w艣r贸d d偶d偶ownic i korzeni tul膮cych si臋 do siebie mocniej ni偶 zmarzni臋te psy nie znaj膮ce domu. Mo偶e przykryj膮 nas li艣cie i mo偶e zgnijemy razem z nimi, a na nas wyrosn膮 drzewa i wszyscy o nas zapomn膮.
P贸ki co jest jesie艅. Prawie. Czarne sukienki ob艂a偶膮 nitkami we艂nianego swetra. Rozsypuj臋 cukier wok贸艂 kubka z czarn膮 herbat膮. Sama si臋 rozsypuje jak ten cukier po blacie i nikt nie zwil偶a opuszka serdecznego palca i nie zlizuje mnie, nie skleja ustami na nowo, w ca艂o艣膰.
Czasem zupe艂nie si臋 gubi臋 na prostej drodze. Lawiruj臋 mi臋dzy my艣lami pe艂nymi zw膮tpie艅. Rozdzieram si臋 i jestem pe艂na dziur. Nie umiem cerowa膰, a ta艣ma klej膮ca nie trzyma zbyt d艂ugo na 偶ywej tkance. Mo偶e pom贸g艂by na to jaki艣 superglue, gdyby kto艣 przyklei艂 si臋 do mnie i trzyma艂 tak d艂ugo, a偶 sama si臋 w sobie pozbieram, pozrastam. P贸ki co jest jesie艅, prawie, i jestem rozsypanym cukrem, kt贸rego nikt nie chce wzi膮膰 do swoich ust.
Mieszam si臋 w tych w膮tpliwo艣ciach, a偶 dzwoni po 艣ciankach. Dudni. Chyba jestem zarysowana od 艣rodka, a mo偶e ju偶 p臋kni臋ta i trzeba mnie u偶ywa膰 rzadziej, bo szkoda mnie st艂uc. A w telewizji m贸wi膮, 偶e serce nie p臋ka, a moje chyba czasem si臋 rozwarstwia. Zastawki pracuj膮 niezrozumiale. Raz cichn膮. Dwa staj膮. Trzy p臋dz膮. Cztery turkocz膮. Pi臋膰 zamieraj膮. Mo偶e jednak co艣 tam p臋ka.


Powieki mam tak cienkie, 偶e m贸g艂by艣 ogl膮da膰 przez nie moje sny.


wtorek, 8 wrze艣nia 2015

...

Ostatnio ksi臋偶yc by艂 tak du偶y i jasny. Gdy wyjrza艂am przez okno, przez u艂amek sekundy drgn臋艂o mi serce. Wszystkie wierzcho艂ki drzew, dachy dom贸w, dziury w drodze by艂y jakby pokryte szronem. "To ju偶 zima?" pomy艣la艂am. Ale to by艂a tylko chwila. Cho膰 czas p艂ynie ostatnio tak szybko, 偶e mog艂oby by膰 to mo偶liwe. Jesie艅 przysz艂a tak szybko i nachalnie. Teraz siedz臋 i wpatruj臋 si臋 w k艂臋bi膮ce si臋 chmury we wszystkich odcieniach szaro艣ci. Ich kraw臋dzie ocieraj膮 si臋 o siebie tworz膮c coraz to nowe kszta艂ty. Czasem w niebie robi si臋 dziura, z kt贸rej spadaj膮 cienkie promienie s艂o艅ca, dopadaj膮 mnie i k艂uj膮 w powieki. Kot chodzi osowia艂y i zasypia w ka偶dym k膮cie po kolei. Mo偶e to przeze mnie ten deszcz, bo wyci膮gn臋艂am jaki艣 czas temu nowe Martensy, nie mog膮c doczeka膰 si臋 kiedy je za艂o偶臋. No i si臋 doczeka艂am. 呕贸艂tych kaloszy, jesiennej kurtki, a偶urowych rajstop, b艂ota na podeszwach, po艂amanego parasola. Jest takie miejsce, gdzie deszcz pachnie tak, jak zapami臋ta艂am to z dzieci艅stwa, a szaro艣膰 chmur nie jest straszna, drzewa szepcz膮. Oswajam si臋 z t膮 my艣l膮 tak, jak mam zamiar oswoi膰 wiewi贸rki.
Idzie chmura wr臋cz granatowa. A z drugiej strony ostre 艣wiat艂o. To najpi臋kniejsze 艣wiat艂o do zdj臋膰. Tu偶 przed burz膮. Gdy ty stoisz plecami do czarnego nieba, a w twarz 艣wieci ci jasny strumie艅 艣wiat艂a.

( zapraszam tu:  https://www.facebook.com/pracowniaszumowska )






pi膮tek, 5 czerwca 2015

maj

Dni s膮 coraz d艂u偶sze, a wydaje si臋, 偶e czas jednak si臋 kurczy. Bzy ju偶 przekwit艂y, da艂y pole do popisu akacjom, kt贸re tu偶 przed zmierzchem wybuchaj膮 zapachem ze zdwojon膮 si艂膮. Wtedy otwieram okno i ch艂on臋 ten moment, kt贸ry szybko przechodzi w czas snu ptak贸w, a powietrze pachnie ju偶 tylko cisz膮. Sny przychodz膮 zbyt p贸藕no i nie maj膮 zako艅czenia. P贸藕niej snuj臋 si臋 jak we mgle i czuj臋 si臋 jakbym wcale si臋 nie budzi艂a. Du偶o pracuj臋, gdy nie pracuj臋, jad臋 gdzie艣, wyje偶d偶am. Brakuje mi k膮ta dla siebie, czasu dla siebie i kartek papieru, kt贸re czekaj膮 na mnie w 艣rodkowej szufladzie. Z tym czasem jest tak, 偶e niby jest, a tak jakby go nie by艂o, zupe艂nie go nie czuj臋, a jednocze艣nie mi go brakuje. Kupi艂am ostatnio du偶o ksi膮偶ek na Koszykowej. Mam nadziej臋, 偶e nie zalegn膮 na p贸艂ce na ca艂e miesi膮ce w zapomnieniu. Czytam bardzo wolno i to te偶 mnie irytuje. W drodze do Pary偶a i z powrotem b臋dzie troch臋 czasu na czytanie. Gdybym wi臋cej je藕dzi艂a kolejk膮, na pewno ta sterta szybko by si臋 wyko艅czy艂a. W drodze na Islandi臋 b臋dzie a偶 za du偶o godzin na czytanie, ale to pomaga w zapomnieniu, 偶e jest si臋 dziesi臋膰 kilometr贸w nad ziemi膮. Og贸lnie ostatnio 偶ycie mnie troch臋 rozczarowuje, troch臋 przera偶a, troch臋 smuci. Mo偶e to reakcja na zmiany, jaki艣 l臋k zaszyty gdzie艣 g艂臋boko, jak s艂owa, kt贸rych czasem nie umiemy wypowiedzie膰 i grz臋zn膮 w gardle, a偶 do b贸lu. W tym ca艂ym pi臋knie, spokoju, prze偶yciach jest co艣 niepokoj膮cego. Mo偶e to dlatego, 偶e tak d艂ugo nie by艂o za dobrze, by艂o zbyt niepewnie, a teraz, gdy wszystko powoli si臋 uk艂ada, grunt jest nowy i nie czuj臋 si臋 na nim jeszcze zbyt pewnie. A mo偶e to te偶 jaka艣 zwyk艂a moja natura - strachu przed czym艣 nowym, nieznanym. A mo偶e zbyt du偶e oczekiwania, 偶e skoro tak si臋 wszystko rozwija to i nadal b臋dzie si臋 rozwija膰, a tu wszystko stoi. Nie wiem. Psiocz臋. Zastanawiam si臋. Troch臋 te偶 boj臋 si臋 moich marze艅, kt贸re chyba si臋 nie spe艂ni膮. Mimo, 偶e jest wiele, kt贸re si臋 spe艂ni艂y b膮d藕 spe艂niaj膮. Mo偶e to zwyk艂a zach艂anno艣膰.

Pieprz臋. Jaka艣 grafomania.
Wrzucam par臋 zdj臋膰 z minionego miesi膮ca. Zwyczajnych. Taki przegl膮d.





wtorek, 28 kwietnia 2015

Roma

Wsta膰 rano, wsi膮艣膰 w SKM z jedn膮 torb膮 na ramieniu, dojecha膰 spod domu na lotnisko, wystartowa膰, dolecie膰 setki, tysi膮ce kilometr贸w dalej w kilka godzin. Tak by艂o. Tym razem przywia艂o nas do Rzymu ( dos艂ownie, bo sprzyjaj膮ce wiatry pozwoli艂y AirBusowi lecie膰 1000 km/h ). Przygody z dojechaniem z lotniska do miasta, bo dali艣my wcisn膮膰 sobie bilety na bli偶ej nieokre艣lony autobus, zamiast wsi膮艣膰 w ekspres wyje偶d偶aj膮cy z lotniska. Troch臋 rozbawieni sytuacj膮 偶artowali艣my sobie, 偶e pewnie nas gdzie艣 wywioz膮. Starszy Anglik ze star膮, sfilcowan膮 peruk膮 na g艂owie, te偶 艣mia艂 si臋, gdy wsadzili ca艂膮 si贸demk臋 podr贸偶nych do ma艂ej windy i pyta艂 pod nosem "ciekawe gdzie dojedziemy". P臋dz膮c autostrad膮 150 km/h byli艣my w mgnieniu oka w wiecznym mie艣cie. Wystawili nas za drzwi pod Termini. Ruszyli艣my w stron臋 swojego malutkiego pokoiku na Lateranie. Gwar, odg艂osy klakson贸w i wsz臋dobylskich ambulans贸w o sygnale przyjaznym dla ucha bardziej, ni偶 te nasze. Ca艂e kolumny turyst贸w chodz膮cych z mapkami w r臋kach. I co dwa kroki restauracje, bary i kawiarnie. Mi艂y zapach octu balsamicznego i oliwy wymieszany z dymem papieros贸w i py艂kami lec膮cymi z kwitn膮cych drzew dra偶ni艂y nos. Gdzieniegdzie dociera艂a do nas upojna wo艅 kwitn膮cych akacji. Zapachy natury miesza艂y si臋 z zapachami perfum W艂oszek i delikatn膮 goryczk膮 paruj膮cej kawy. Zanim dotarli艣my do siebie, usiedli艣my w ogr贸dku jednej z restauracji, gdzie, ku naszemu zdziwieniu, przywita艂o nas "tak", przy zamawianiu. Okaza艂o si臋, 偶e 贸w kelner podobny do Jeana Reno, ma 偶on臋 z Krakowa i troch臋 m贸wi po Polsku. Id膮c Via Merulana nie mog艂am oderwa膰 wzroku od szpaleru bezlistnych drzew, ale musieli艣my skr臋ci膰 w lewo, by doj艣膰 do swojej kwaterki, przepakowa膰 si臋 i ruszy膰 w popo艂udniowo-wieczorne spacerowanie pod Rzymie. Zdarte i ca艂e w p臋cherzach nogi nie mog艂y przeszkadza膰 w tych w臋dr贸wkach. Zaciska艂am z臋by i naciska艂am spust migawki. I oczywi艣cie nie by艂abym sob膮, gdybym nie upar艂a si臋, 偶e zamiast swojego ukochanego pe艂noklatkowego Canona, wezm臋 na t臋 wycieczk臋 uratowan膮 z pchlego targu Praktic臋. No i p贸藕niej mam za swoje. Pomimo zachwyt贸w przechodni贸w i przypatrywaniu si臋 jak zak艂adam kolejny film, nie by艂 to dobry wyb贸r. Aparat, kt贸ry zawsze trzeba podnie艣膰 do oka, kt贸ry g艂o艣no chlapie lustrem i przy ka偶dym kadrze trzeba mierzy膰 艣wiat艂o ( a ja, jak to ja, oczywi艣cie 艣wiat艂omierz trzyma艂am w kieszeni, bo to niepraktyczne, gdy chcesz robi膰 zdj臋cie za zdj臋ciem, wypatrujesz jakie艣 sytuacje, nie mo偶esz traci膰 chwili na mierzenie 艣wiat艂a, wi臋c szybko, na oko ustawiam parametry i pstryk ), nie jest najlepszym wyborem na wyjazdy, kt贸re maj膮 przynie艣膰 du偶o ulicznych klatek. To nie Norwegia, gdzie przewa偶nie jest sze艣膰dziesi膮tpi臋膰sze艣膰 i gdzie fotografuj臋 statyczn膮 i magiczn膮 krain臋. To Rzym, gdzie powinno si臋 by膰 niewidocznym, by m贸c chwyta膰 relacje ludzi na ulicach. A z Praktic膮 jest si臋 zbyt widocznym, na 艣wieczniku, bo nie da si臋 robi膰 ni膮 zdj臋膰 "z biodra". No i teraz, po skanowaniu, jak zwykle z艂o艣膰 i plucie sobie w brod臋, bo wszystko 藕le wygl膮da, bo wi臋kszo艣膰 byle jak na艣wietlona, zaziarniona jeszcze bardziej, bo filmy przeterminowane. No c贸偶. Nie ma co wymy艣la膰 nast臋pnym razem i Canon w torb臋. Ale pomimo brzydkich pstryk贸w, wspomnienia pozosta艂y pi臋kne. 20 godzin w臋drowania w ci膮gu 2 dni. Pyszna pizza, sycylijskie cannoli, kt贸rym nie mog臋 si臋 oprze膰, wino z widokiem na Campo Di Fiori, na kt贸rym par臋 godzin wcze艣niej pachnia艂o 艣wie偶ymi truskawkami, suszonymi pomidorami i kanonad膮 przypraw. Lody pistacjowe przy Fontannie Di Trevi, spod kt贸rej szybko uciekli艣my, bo okaza艂a si臋 ca艂a w rusztowaniach ( jak dobrze, 偶e to nie nasz pierwszy raz w Rzymie, bo by艂abym troch臋 z艂a, za t臋 fontann臋 i Palatyn ). Panteon, w kt贸rym mo偶na robi膰 zdj臋cia bez skr臋powania ludziom, kt贸rzy robi膮 zdj臋cia "dziurce w dachu". Metro przepe艂nione lud藕mi. Dzwoni膮ce tramwaje. Koty Argentiny, kt贸re wszystkie bym przygarn臋艂a. Przystanki nad Tybrem, gdzie艣 na schodach. Odganianie tych wszystkich emigrant贸w 偶ebrz膮cych o kupienie kijka do selfie. Czekanie a偶 Jacek wypije swoje kolejne dopio espresso. Kolejka do Bazyliki 艢w. Piotra wype艂niaj膮ca ca艂y plac przed ni膮 ( dobrze, 偶e ju偶 tam kiedy艣 by艂am i nie mia艂am potrzeby wchodzi膰 ). Po ca艂ym dniu pada艂am w 艂贸偶ku jak zabita.
I trzeba by艂o wraca膰. Nawet w Polsce sk贸ra jeszcze pachnia艂a mi tamtejszym powietrzem i s艂o艅cem. Nogi bola艂y przez par臋 kolejnych dni. A teraz s膮 ju偶 tylko wspomnienia i par臋 nieudanych zdj臋膰. I u艣miech, 偶e zn贸w tam byli艣my.